Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
znajomijoe.pl blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl darmowe forum val.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl forumforum.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
TransFormer's DNA


>> (27) Co dwie głowy to nie jedna cz. 2 << (05.10.2009)

Optimus nie wiedział, czy zabić bliźniaków, czy też wyściskać ich tak jak to robiły pozostałe Autoboty - czyli tylko LindMine, WingSaber i Deepl. Stał z boku i obserwował, jak Deepl wyje na całą bazę: "TAK SIĘ CIESZĘ, ŻE WAS WIDZEEEEE!!!" (I powtórka z rozryweczki - patrz część 30). Deepl jest taka uczuciowa - pomyślał Optimus, kręcąc z niedowierzania głową, że dorosła i doświadczona botka beczy jak jakiś młodzik, ale kto tam wie co się dzieje w jej procesorze.
Najwyraźniej bliźniacy mieli już dość tych czułości. Sunstreaker i Sideswipe spojrzeli na Optimusa nad ramionami Deepl błagalnie, na co ten klepnął się z płaskiej ręki w czoło. Jakie te dzieci nieporadne! - pomyślał, zastanawiając się, co ich tak naprawdę nauczyła Elita One skoro nie potrafią sobie poradzić z Deepl? Prawdopodobnie nigdy nie obdarowywała bliźniaków większą czułością niż rozkazami, podobnie jak jej siostra, była twarda wobec nieposłusznych żołnierzy. Ale teraz mniejsza o to. Optimus odchrząknął, na co wszyscy na niego spojrzeli.
- Dobra, koniec tych uścisków! Wracać do pracy! - powiedział twardo. Kilku po marudziło sobie pod nosem, ale wszyscy zgodnie ruszyli do swoich zajęć, poza Deepl, która wciąż ściskała bliźniaków - Deepl? Wypuść w końcu bliźniaków? Za chwilę ich udusisz. A tak po za tym, czy ty czasem nie byłaś umówiona z Olgą na mały trening?
Srebrno-zielona botka wykonała, choć niechętnie, prośbę Optimusa i wyszła z Centrum Dowodzenia. Chłopcy rozejrzeli się ciekawi po sali, a Prime ich obserwował, zastanawiał się co też kombinują te dwa małe urwisy. Po chwili obaj wymienili uśmiechy i spojrzeli na Prime'a z dumą.
- Bardzo ładna baza - stwierdził Sunstreaker.
- I przytulna. Taka w sam raz dla Autobota - dodał Sideswipe, sadowiąc się wygodnie na krześle dowódcy, na co kilku młodzików, zajmujących się aktualizacją bazy danych na temat Autobotów, spojrzało na nich ze strachem, a potem na Optimusa, który nic nie robił tylko patrzył na nich. Prime widział doskonale w oczach czerwonego TEN błysk, którego tak bardzo mu brakowało. Sideswipe był hakerskim mistrzem, a Sunstreaker szpiegowskim, więc idealnie się zgrali. Jeden włamywał się do bazy rzeczywistej, drugi włamywał się do komputerowej bazy wroga. Czerwony potrafił to nawet na odległość, ale musiałby brat wleźć do bazy i wykraść kanał, w którym wróg się komunikuje. Optimus uśmiechnął się.
- Chciałbyś wypróbować, prawda? - spytał. Sideswipe odwrócił się na krześle z zadziornym uśmiechem.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. - odpowiedział czerwony. Chłopak pomyślał, że Prime nie da mu tak po prostu użyć swojego własnego komputera za darmo. I nie mylił się.
- No, nie wiem. A masz coś co może mnie zainteresować? - powiedział, krzyżując ramiona na piersi.
Sideswipe rozłożył ręce z jeszcze szerszym uśmiechem na twarzy.
- Mówisz takim tonem, jakbyś się pytał niemowlęcia czy w końcu nauczyło się mówić, jak człowiek - odrzekł czerwony bot, po chwili spojrzał na brata, który bez słowa rzucił czarny dysk Prime'owi.

SkaterShot obserwował całą tą sytuację z lekkim rozbawieniem. Prime miałby pozwolić na grzebanie we własnym komputerze? - pomyślał. Kiedy jednak komandor zapytał o coś interesującego, to żółty rzucił Prime'owi jakiś dysk. SkaterShot spojrzał na ten przedmiot trzymany w dłoni Optimusa z niekłamanym zainteresowaniem.
Nagle Prime odezwał się do niego.
- SkaterShot!
- Tak, komandorze? - był gotowy na każdy rozkaz, każdą prośbę, ale nie na taką jaka wyleciała z ust dowódcy.
- Czy mógłbyś wyłączyć wszystkie programy ochronne?

Optimus wiedział, że to ryzykowne, ale wiedział, że jak Sideswipe zacznie działać, to system ochronny zainstalowany przez SkaterShota - najlepszego programisty, jakiego mają Autoboty - to nic nie wskóra.
- Ale... Komandorze, nie możemy! Decepticony... - wtedy wtrącił się Sideswipe.
- Decepticony! Śmrony! - odwrócił się na krześle do SkaterShota - Nie masz się czego obawiać. Włączysz ten swój ukochany system zanim zdołasz powiedzieć Energon. - spojrzał na Prime, który tylko powiedział: "Nie krępuj się", więc jak tylko SkaterShot wyłączył system ochronny, to włożył dyskietkę do stacji i wziął się do pracy.

SkaterShot patrzył, jak ten bot błyskawicznie pisze po klawiaturze. Nie robił nawet przerwy na odetchnięcie. Nie zastanawiała się nad tym co pisze. Granatowy spojrzał na główny ekran, na którym pojawiały się dane, nie mógł ich odczytać, tak szybko przeskakiwały. Zastanawiał się, czy ktokolwiek może, ale wszystko wskazywało na to, że Sideswipe, czy jak on się tam zwał, nie patrząc nawet na ekran wiedział czego szukał. Nagle czerwony walnął się na oparcie, mówiąc:
- Możesz włączyć system.
SkateraShot zrobił to natychmiast, nie wierząc w to co zobaczyły jego czujniki wzroku. Nawet dla niego nie było możliwe dokonanie TEGO co przed chwilą zrobił czerwony robot, który teraz z zadowolonym uśmiechem spoglądał na efekt swojej pracy. A co takiego dokonał? SkaterShot z niekłamanym zaskoczeniem spoglądał na zdjęcie jakiegoś małego pokoju, ten pokój nie był w samym sobie czymś interesującym. Ot, taki sobie pokoik z nieskazitelnie białymi ścianami i metalicznym umeblowaniem. Nawet pościel na łóżku i niewielkim łóżeczku była śnieżno biały. Mieszkańcy tego pokoju też nie byli niczym nadzwyczajnym, ale na usta SkaterShota cisnęł się pytanie: Co na Primusa, robi na Cybertronie jakieś ludzkie niemowlę, śpiące sobie w najlepsze tuż obok łóżka, gdzie leżał brat i bratowa Shona?!

Shon wpatrywał się w zdjęcie z niedowierzaniem. Po chwili spojrzał to na Optimusa, to na Sideswipe'a. Jak to był dowcip, to w nie najlepszym guście - pomyślał chłopak, w jego oczach szkliły się energonowe łzy. Potrząsnął głowę chcąc odgarnąć niechciane łzy.
- Czy to... się dzieje... naprawdę? - spytał ostrożnie, patrząc błagalnie na Optimusa. Boze, jak bardzo pragnął żeby to nie był tylko sen, albo omam. Kiedy ten milczał, ryknął wściekły - BŁAGAM CIĘ, PRIME. POWIEDZ, CZY TO JEST PRAWDZIWE?!!!
Optimus w końcu uśmiechnął się dobrodusznie:
- Jak najbardziej, Shon. TO zdjęcie zrobione zostało stąd, ale z kamery na Cybertronie.
Shon nadal jednak nie potrafił uwierzyć w to co mu właśnie powiedział Optimus.
- Ale... przecież... na Ziemi... sam widziałeś...
W końcu Sunstreaker nie wytrzymał i wypalił:
- Aaaa! Ty się księcia z bajki spodziewał, co? (tekst ściągnięty ze Shreka :p).
Sideswipe zachichotał, ale po piorunującym spojrzeniu komandora natychmiast zamilkł.
Shon spojrzał jeszcze raz na zdjęcie, a potem na Optimusa. Chłopak spuścił głowę.
- Optimusie... - zaczął powoli, a po chwili dodał patrząc na Prime'a z szerokim uśmiechem - jestem wujkiem.

ajanami 29/01/2010 18:48:01 [komentarzy 1] Komentuj

>> (26) Co dwie głowy to nie jedna << (01.04.2009)

Planeta Cybertron; obrzeża Cyber City - stolicy planety.

Dwójka botów w szczelnie otulonych płaszczami oddalała się od nieruchomych ciał strażników. Nie można było w żaden sposób z identyfikować, czy to Autoboty, czy Decepticony, albo, Primus wie, kto jeszcze. Podeszli do najwyższej pozostałości po wale obronnym i spoglądali na następną grupę strażników, każdy z nich miał na klacie symbol Decepticonów.

- Nareszcie się rozerwiemy, prawda? - rzekł jeden z nich, w jego głosie słychać było podniecenie.

- Tak, jak za starych dobrych czasów, brachu - zgodził się drugi.

Otulili się szczelniej płaszczami, a po chwili stali się niewidzialni.



Od relacji Deepl minęło kilka dni. Optimus Prime nie odzywał się prawie do nikogo, poza WingSaberem, LindMine, JetFirem - jako, że to jego zastępca - a także, i tu niektórzy trochę się dziwili, z Deepl. Większość uważała ją za główną przyczynę złego samopoczucia komandora i nie chcieli jej tu. Kilkoro odważyło się nawet jej to zasugerować, lecz ona zdawała się tego nie słyszeć, w końcu uznali ją za zbyt tępą by to zrozumiała. Jednym z osób będących przeciwko Deepl była OverRide i to nie tylko ze względu na Optimusa. Nie wiadomo czemu, ale za każdym razem, kiedy widziała ją z HotShotem buchała z jej rury wydechowej para i miała ochotę zedrzeć z twarzy srebrno-zielonej botki ten głupawy uśmiech. OverRide, będąca zaślepioną przez zazdrość, nie zauważała, że z Deepl częściej spaceruje LandMine, aniżeli HotShot.

Żółty staruszek cały czas opowiadał o tym co przeżył przez te miliony lat, w których się nie widzieli. Ku własnemu zaskoczeniu, czuł się dużo lepiej, kiedy historie, zarazem te smutne, jak i wesołe, odpowiadał Deepl, która jak zawsze była wdzięcznym słuchaczem i robiła odpowiednie miny do każdej sytuacji oraz ani razu mu nie przerwała. Właśnie kończył jedną z najbardziej emocjonujących przeżyć, kiedy dołączył do nich WingSaber.

- Nie zanudzaj Deepl jakimiś starymi opowieściami - rzekł, szczerząc się do przyjaciółki, jednak ta zrobiła urażoną minę.

- LandMine-jisama wcale mnie nie zanudza - odparła z godnością prostując się, poza została zepsuta przez obrażoną minę, jaką zrobiła Deepl. WingSaber zachichotał.

- Wiem, wiem. - Pochylił się nad uchem botki i dodał szeptem - Ty nigdy nie zasypiałaś, kiedy opowiadał bajki.

- JA CI DAM BAJKI!!! - wrzasnął LandMine, bo wbrew pozorom, jak na swój wiek, miał dobry słuch. Staruszek zamachnął się, lecz Wings był szybszy i zrobił unik. LandMine musiał śmiesznie zamachać rękoma, by nie upaść. Biały bot zaśmiał się gromko, jednak nie za długo trwała jego wesołość. Deepl kopnęła go w miejsce, gdzie ludzie mówią na to goleń. WingSaber zawył, po chwili kucał, masując sobie obolałe miejsce.

- Mówiłam ci, żebyś nie zaczepiał LandMine-jisama! - warknęła przez zaciśnięte zęby, pochylając się nad botem. WingSaber zły i ośmieszony przez Deepl, usiadł po turecku i warknął na botkę.

- To nie fair! Optimus robił gorsze rzeczy, a ty nigdy byś go nie kopnęła.

- Oczywiście, że nie! - oburzyła się Deepl. Odwróciła się o 180 stopni, tak że tylko LandMine widział jej twarz. Złapała się za policzki i z rumieńcem na twarzy dodała - Optimus-sama jest taki mądry, odważny i przystojny...

- A także mało rozrywkowy, niedostępny, a od czasu do czasu leń zagnieżdża mu się w tyłku. - dodał Shon, wchodząc do sali, był razem z HotShotem i OverRide, ta ostatnia nie ucieszyła się na widok srebrno-zielonej przybłędy. Ku zaskoczeniu trójki przyjaciół chłopak odbiegł od miejsca, w którym jeszcze przed chwilą był, a na jego miejscu stanął Optimus. Jego mina wyrażała gniew, choć raczej taka na żarty.

- Że niby JA? - spytał Prime. Deepl stanowczo zaczęła protestować, mówiąc coś o smarkaczu, który się nie zna na prawdziwej pracy. Shon prychnął.

- No dobra powiedzmy, że od czasu do czasu można cię przyłapać na śmianiu, no i na jakiejś robocie. - przyznał powoli Dragoner - Jednak częściej spacerujesz i tylko się przyglądasz, raz po raz coś tam bąkniesz, a potem idziesz dalej. Porzucając swoich ludzi z nie wyraźnymi minami.

Optimusowi nie spodobało się wyrażenie "porzucać" powiedziane w ustach Shona. Chłopak zdziwił się, kiedy dowódca Autobotów spuścił ponuro głowę, coś niewyraźnie powiedział i poszedł. Shon obserwował go, dopóki nie zniknął za rogiem, wtedy zwrócił się do reszty:

- Właśnie o tym mówiłem. - dodał po namyśle - Tu też pojawia się słowo "NIEDOSTĘPNOŚĆ".

Deepl i WingSaber jednocześnie stanęli przed Shonem.

- A TOBIE POWINNI NALEPIĆ NA CZOLE NALEPKĘ "NIETAKT"!!! - ryknęli jednocześnie. Oboje wyszli z sali zostawiając wszystkich z zaskoczonymi minami. Dopiero po dłuższej chwili chłopak zwrócił się do HotShota:

- Co mieli na myśli mówiąc "nietakt"?

HotShot wzruszył tylko ramionami. Nie wiedział o co mogło chodzić Deepl i WingSaberowi. Oboje wiedzieli o czymś, co nie chcieli powiedzieć innym.



Optimus siedział na skraju miasta, jak najdalej od bazy. Wiedział, że w tych czasach to szczyt głupoty, jednak Prime miał to w nosie. Chciał być w tej chwili sam. Nie mógł wiedzieć, że z za jednym gruzowiskiem obserwowała go para niebieskich oczu. I mogłaby go obserwować dłużej, gdyby nie jedno... czas. Czas był przeciwko niej. Wstała powoli ostrożnie udała się w przeciwnym kierunku do miasta. Jednak nie zdążyła nawet zrobić pięciu kroków, kiedy usłyszała za sobą stanowczy głos Optimusa Prime:

- Zatrzymaj się!

Optimus czuł coraz większą frustrację. Najpierw Shon powiedział to, czego najbardziej bał się usłyszeć od kogokolwiek, a teraz ktoś go śledzi. Miał tylko nadzieję, że to był jakiś Decepticon. Nie byłoby go aż tak żal. Zrobił kilka kroków w stronę postaci.

- Odwróć się powoli i odpowiedz, czemu mnie śledzisz? - spytał twardym tonem.

Postać powoli się odwróciła. Przed Optimusem stała młoda Dragonerka. Była różowo-niebieska i wyjątkowo piękna, chyba Olga nawet jej nie dorównywała, a całość pogłębiały niebieskie oczy, które patrzyły na Optimusa z dziwnym blaskiem.

- Ja... - zaczęła botka nieśmiało, na jej niebieskich policzkach zakwitł rumieniec - ja... wcale nie śledziłam... cię. Ja... nie chciałam... cię... wystraszyć.

Optimusa zatkało - dosłownie! Po raz pierwszy nie wiedział co powiedzieć. Nie... już to kiedyś mu się zdarzyło... ale... to było tak dawno.

- M-mnie? - zaśmiał się nerwowo, nie ze strachu, tylko z porównania, jakie przyszło mu do głowy (bez skojarzeń, proszę ;>) - Nie tak łatwo mnie wystraszyć.

Dragonerka uśmiechnęła się smutno, choć nie spuściła z Optimusa wzroku. Zrobiła kilka kroków w stronę dowódcy Autobotów.

- M-mam pewną... prośbę? Czy mogłabym... coś... zrobić? - spytała nieśmiało.

Optimus nie wiedział czemu go ta obca botka pytała go o pozwolenie.

- Oczywiście - odparł.

Twarz niebieskookiej rozjaśnił uśmiech. Nagle, ku szczeremu zaskoczeniu samego Optimusa, botka błyskawicznie znalazła się tuż przed nim i objęła go pod ramionami. Prime nie mógł wydobyć z siebie żadnego słowa. Był w stanie tylko otwierać i zamykać usta, jakby chciał coś powiedzieć, lecz nie miał odwagi tego zrobić. Młoda Dragonerka podniosła głowę, tak że patrzyła Optimusowi w twarz. Niebieskie oczy spoglądały w złote z uwielbieniem. Tak samo, jak kiedyś...

- To... to ty - powiedział Optimus, dotknął policzka Dragonerki, która uśmiechnęła się delikatnie. Po chwili Prime objął ją z całej siły, tak samo, jak i... Elita One.

- Ale Deepl mówiła... - zaczął Optimus, lecz wtedy botka mu przerwała.

- Deepl?! Więc żyje?! Nic jej nie jest?!

Optimus po raz pierwszy od kilku dni uśmiechnął się szczerze.

- Jeżeli pytasz, czy funkcjonuje, jest głośna i wszędzie jej pełno, jak zawsze? To odpowiedź brzmi tak. Żyje i ma się całkiem dobrze. - Autobot uśmiechnął się szerzej - A na TWÓJ widok to, mam nadziej, zobaczyć ją po raz pierwszy zatkaną.

Elita gwałtownie posmutniała. Odsunęła się od Optimusa na kilka metrów i i z westchnięciem wpatrzyła się w najbliższą dziurę w ścianie. Prime nie wiedział czemu tak nagle samopoczucie botki się pogorszyło. Podszedł do niej od tyłu i położył delikatnie dłonie na jej ramiona. Dopiero wtedy uderzyło go, jak bardzo teraz różnią się wzrostem. Wcześniej Elita One była prawie równa z nim, a teraz? Jej głowa ledwo sięgała jego brody.

- Powiedziałem coś nie tak? - spytał ostrożnie, patrząc na profil botki.

Elita pokręciła przecząco głową.

- To nie ty. - odparła, po chwili westchnęła znowu i dodała szeptem - Nie spotkam się z Deepl.

Dopiero po dłuższej chwili dotarło do Optimusa sens tych słów.

- Słucham? A-a-ale dlaczego? - spytał. Elita milczała, więc ciągnął dalej - Nie rozumiem czemu nie chcesz spotkać się z własną siostrą? Przecież... - urwał. Miał ochotę krzyknąć, że przecież po to kazałaś jej się ewakuować, lecz pomyślał, że nie powinno tak wyglądać ich pierwsze spotkanie po tylu milionach lat. - Ech. Skoro nie chcesz? A ja na twoim miejscu, gdybym miał szansę porozmawiania z bratem, to...

- Nie powiedziałam, że nie chcę się z nią zobaczyć - przerwała mu stanowczo Elita. Zrobiła krok do przodu. Dodała szeptem - Już i tak wiele ryzykuję spotykając się z tobą.



W Cyber City było wielkie poruszenie. Decepticony biegały i latały po całym mieście, zaglądając do każdych budynków i patrolując ulice w sporych grupach, liczących nawet po dziesięć robotów.

- MACIE ZNALEŹĆ BOTY ODPOWIEDZIALNE ZA SABOTAŻ!!! - głos Megatrona odbijał się echem przez głośniki poustawiane po całym mieście.

Dwójka sprawców, właśnie zaśmiewała się do łez ze wściekłości Megatrona, poza murami Cyber City.

- Teraz Megsiu będzie musiał uważać - rzekł wesoło żółty bot.

- Tia, a wtedy łatwo o popełnienie jakiegoś błędu. - dodał czerwony.

- No, ba!

- Oki, czas dostarczyć przesyłkę - oznajmił żółty robot i obaj użyli małych przenośnych portali, które mieli na nadgarstkach.


Słowa Elity dały Optimusowi sporo do myślenia. Kiedy tylko wrócił do bazy, zamknął się w swojej kwaterze. Co to ma wszystko znaczyć? - pomyślał, wspominając spotkanie z Elitą. Tak bardzo chciał ją zobaczyć, wiedzieć, że nic jej nie jest, a teraz... botka zamąciła mu tylko w głowie.

"- Czemu? Co masz na myśli? - spytał Optimus, wpatrując się w Elitę, jakby dopiero co ją zobaczył.

Botka westchnęła smutno. Spojrzała na komandora z delikatnym uśmiechem.

- Trochę, szkoda, że nasze spotkanie nie może przebiec w szczęśliwszej atmosferze - rzekła.

- Elita, powiedz mi co się dzieje?! - Optimus chwycił różowo-niebieską botkę za ramiona, jakby miała mu zaraz zniknąć. - Chciałbym ci pomóc, ale dopóki mi nic nie mówisz, to nie zrobię tego!

Elita wciąż nie przestawała się uśmiechać.

- Kiedyś ci powiem - zaczęła, a potem dodała szybo, widząc, że Optimus chce coś powiedzieć - Ale nie teraz. Gdyby się dowiedział, że pamiętam... Nie wiem, co by zrobił.

- Kto? - Optimus pochylił się nad Elitą, tak, że ta musiała wyżej podnieść głowę by mu spojrzeć w oczy. Jednak nie tylko dlatego to zrobiła, Prime nie zdążył odpowiednio zareagować, kiedy usta Elity dotknęły jego. Tak bardzo upragnione zbliżenie, którego nie czuł od ponad kilkanaście tysięcy eonów. Nie chciał by odchodziła, wiedział jednak, że bez względu na niego, ona nie zostanie. Pozostanie mu tylko ten pocałunek.

- Błagam cię, nic nie mów, żadnemu TransFormerowi i obiecuję, że niedługo się wszystkiego dowiesz. Wiedz też, że Megatron nie jest aż TAK wielkim przeciwnikiem za jakiego go uważasz - powiedziała mu, kiedy odchodziła."

Optimus przekręcił się na lewy bok. Zamknął oczy, przeszedł do trybu snu (brzmi to TAAAK "romantycznie" xD). Przez sen uśmiechnął się zadowolony, bo co jak co, ale ten pocałunek, jak na razie mu wystarczył.


Olga chodziła w tą i z powrotem po sali ćwiczeń, cała podenerwowana. Przechodząca tamtędy Deepl podeszła do niej od tyłu i spytała szeptem wprost do ucha Dragonerki:

- Coś taka zdenerwowana?

Deepl musiała szybko odskoczyć, bo nagle ogon Olgi świsnął w miejscu gdzie stała, a jakby nadal stała, to niechybnie trafiła by do ambulatorium. Autobotka przetarła wierzchem dłoni czoło.

- Uważaj, gdzie machasz tym ogonem! - skarciła ją.

- A TY, nigdy nie zachodź Dragonera od tyłu! - warknęła Olga, zaciskając pięści. - Gdybyś nie miała takiego refleksu, to z pewnością zrobiłabym ci krzywdę!

Deepl westchnęła coś, że nieważne, a potem ponowiła wcześniejsze pytanie:

- No, więc? Coś taka zdenerwowana?

Olga spojrzała obrażona w okno. Pomyślała z początku, że Deepl jest ostatnią botką, której chciałaby się zwierzać, jednak kiedy znów spojrzała na jej łagodnie uśmiechniętą twarz, to zrozumiała, czemu wszyscy ją tak lubią. Otwarta i wesoła, jakby wojna jej nie dotyczyła, a jednak taka silna i odważna. Najlepsza w swoim fachu. Olga spuściła wzrok.

- Mam złe przeczucie - szepnęła.

Deepl wyprostowała się i spojrzała w górę. Obie stały w milczeniu. Olga wpatrywała się w podłogę, a Deepl w sufit. Po chwili ciszę przerwał głos srebrno-zielonej botki:

- Ja też.



- Nic nie wiadomo o sprawcach? - spytał Megatron, powstrzymując się od wrzasków i bicia, tylko dlatego, że relacjonował my Avans, jego najlepszy wojownik i dowódca.

- Nie, panie. Wszyscy, który przetrwali mówią o tym, że nie mogli ich dostrzec - rzekł Avans, jego fioletowe oczy, nie spuszczały wzroku z Megatrona, obserwując każdy jego ruch. Nie zamierzał trafić do szpitala tylko dlatego, że strażnicy spartaczyli robotę. - Jakby byli niewidzialni.

- Niewidzialni, powiadasz? - powtórzył Megatron w zamyśleniu. Czyżby Autoboty odkryły jakąś nową technologię, która pozwala im być niewidzialnymi, albo chociaż niewidocznymi? - pokręcił stanowczo głową - W tak krótkim czasie nie byli w stanie, a z resztą są prawdopodobnie za bardzo obawiają się o to, że ich nakryjemy.

Avans uznawszy, że nie jest już tu potrzebny, opuścił kwaterę Megatrona. Na zewnątrz natknął się na Harpunę, która wyskakiwała z jakiegoś portalu. Ciekawe, gdzie była? - pomyślał. Od ostatniej sytuacji był nie ufny wobec Dragonerki. Podszedł do niej szybko, ta stanęła wyprostowana i spoglądała na niego wrogo, więc Avans zachował bezpieczną odległość.

- Nadal się dąsasz? - spytał udając uprzejmy ton.

Harpuna nie odpowiedziała. Prychnęła pogardliwie i z wysoko uniesionym nosem ruszyła w stronę pola, gdzie przebywały Garganty. Avans był zaskoczony zachowaniem Dragonerki. Zacisnął pięści, nie był przyzwyczajony do ignorowania go - nawet przy Megatronie, choć u niego udaje się powstrzymać - Szybko znalazł się przed Harpuną, która zatrzymała się.

- Zejdź mi z drogi! - warknęła, lecz Avans zdawał się jej nie słuchać. Harpuna próbowała przejść obok niego, lecz ten cały czas stawał jej na drodze. W końcu nie wytrzymała:

- ZJEŻDŻAJ!!! - ryknęła, tak że aż ziemia się zatrzęsła pod stopami Avansa. Zaraz potem otoczyła go horda Gargantów.

- He, he. No, co ty, Harpuna? Nie znasz się na żartach? - spytał, podnosząc ręce w geście obrony.

Dragonerka prychnęła ze złością.

- Ty nie wiesz co to żart! StarScream! - warknęła i odeszła, a za nią Garganty.

Avans stał w miejscu dopóki ostatni Gargant nie zniknął za bramą. Kiedy to się stało, szybkim tempem opuścił plac i udał się do swojej małej kryjówki. Harpuna, robi się co raz bardziej uciążliwa. - pomyślał, mijając dziesiątki Decepticonów. - A co jeśli któregoś dnia wypapla coś Megatronowi? - zatrzymał się. Wiedział co to oznaczało. Kolejną ucieczkę. NIE! To niemożliwe by było żeby ON, StarScream, który zdobył moc odpowiednią, by móc zniszczyć Megatrona i przjąć władzę nad Decepticonami. Jakby o tym nie myśleć, mam już zebranych wielu zwolenników. - pomyślał z uciechą. Odwrócił się i udał się w stronę koszarów.



Optimus Prime wyszedł ze swojej kwatery i udał się do Centrum Dowodzenia, gdzie miał nadzieję spotkać WingSabera. Cały czas go kusiło przez sen żeby chociaż JEMU powiedzieć o Elicie One, jednak po drodze zmienił zdanie. WingSaber to straszna gaduła, przez przypadek jeszcze powiedział by Deepl. Optimusa westchnął ciężko, wtedy zaczepił go Shon.

- O co chodzi? - spytał, lecz chłopak milczał, jakby się zastanawiał czy powiedzieć, czy też nie. I kiedy Optimus już zamierzał ponowić pytanie, Shon bąknął: "Przepraszam". Prima zaskoczyło to.

- Za co?

- Nie, wiesz? - spytał Shon, na co Optimus pokręcił przecząco głową, wtedy Dragoner warknął, bardziej do siebie niż do Autobota - I po co ja się wysilam?!

- Powiesz mi w końcu, czy mam się domyślać?

- Chodzi o to, co powiedziałem. - powiedział w końcu Shon, a kiedy Optimus nadal nie wiedział o co chodzi, wrzasnął - Cholera, mam ci to przeliterować?! - wziął kilka głębokich wdechów i dodał jednym tchem - Przepraszam za to, że powiedziałem o tobie, że jesteś mało rozrywkowy, niedostępny, a od czasu do czasu leń zagnieżdża ci się w tyłku.

- Ach, o to. - powiedział Optimus w zamyśleniu, a po chwili zaśmiał się, tak jakby Deepl w ogóle się nie pojawiła. - Powiem ci, że raczej chodziło mi o to co powiedziałeś potem, ale... - urwał i spojrzał na wschodzące słońce, uśmiechnął się pod nosem - Tak, to już nie ważne.

Oboje stali w milczeniu. Shon raz po raz zerkał na przyjaciela, a kiedy milczenie stało się dla chłopaka zbyt uciążliwe. Wzbił się lekko w powietrze i "stanął" przed twarzą Optimusa, zasłaniając mu tym samym widok.

- Wyglądasz na bardziej zadowolonego z życia. Stało się coś ciekawego?

Optimus zarumienił się i podrapał po głowie. Zastnowił się nad tym i w końcu doszedł do wniosku, że Shon nie jest TransFormerem, więc prośba Elity jego nie dotyczy. Uśmiechnął się szerzej.

- Owszem, stało się. - rzekł radośnie - Pamiętasz to wspomnienie, gdzie Deepl stała u boku jakieś botki? - Shon kiwnął głową, a wtedy Autobot dodał - To była jej starsza siostra, a moja dziewczyna, która podobno zginęła podczas ekspedycji, a wraz z nią kilkoro naszych przyjaciół. Moich, LandMina i WingSabera.

Shon nie wiedział z powiedzieć. Zatkało go, nie wiedział jednak czy dlatego, że Optimus MIAŁ jakąś dziewczynę, czy też z faktu, że ten się z tego powodu uśmiecha? Doszedł w końcu do wniosku, że z tego drugiego.

- I to jest takie zabawne? - spytał.

Optimus wyszczerzył się.

- Owszem, bo wiesz? Ona żyje. - oświadczył zadowolony.

- Skąd to możesz wiedzieć?

- Bo z nią rozmawiałem. - powiedział z jeszcze szerszym uśmiechem.

Shonowi szczęka opadła. Optimus zachowywał się... NICZYM ZAKOCHANY NASTOLATEK!!!

- Optimusie... - zaczął, lecz przerwał mu rozeźlone głosy gdzieś zboku.

- Prime, obiecałeś, że nic nie powiesz żadnemu TransFormerowi - rzekł jeden.

- Ale z ciebie kłamczuszek, kto by przypuszczał? - dodał drugi.

Po chwili znikąd pojawiła się dwójka prawie identycznych do siebie Autobotów, tylko że jeden był czerwony, a drugi żółty.

- Sunstreaker? Sideswipe? - Optimus spojrzał wpierw na żółtego bota, a potem na czerwonego.

Obaj stanęli plecami do siebie, rozpostarli ręce i zaśpiewali: "Taradadam! We własnej o sobie?"

ajanami 29/01/2010 18:46:36 [komentarzy 0] Komentuj

>> (25) Pamięć << (06.02.2009)

- TAK SIĘ CIESZĘ, ŻE CIĘ WIDZĘ!!! - wyła Deepl ze łzami w oczach, nie puszczając Optimusa nawet na chwilę by ten mógł ze spokojem wejść do kwatery głównej.
- Ja również się cieszę - wyjąkał Prime. Czuł się lekko zażenowany taką otwartą czułością przyjaciółki. Dawniej by mu to nie przeszkadzało, bo taka była już Deepl, lecz po tak długiej "przerwie" odzwyczaił się od jej głośnego wyrażania uczuć. W końcu na przód ruszył WingSaber, ciągnąc za sobą - niezbyt mającego ochotę na takie głośne powitania - LandMine'a.
- Hej, hej. A z nami się nie przywitasz? - spytał wesoło Wings, nie puszczając ramienia żółtego bota, który miał minę wyrażającą jedno: "Zabiję Cię, jak tylko to się skończy!". Deepl w końcu puściła Optimusa, ku jego uldze, choć młodsi podwładni wciąż zerkali na niego z zazdrością. Cóż Deepl może i była zdziecinniałą dorosłą botką, lecz miała swój niecodzienny urok osobisty, choć nie był może aż tak porażający co u jej siostry - tak, to Prime mógł przyznać z całą pewnością.
- Wind? - zerknęła na białego bota, który szczerzył się do niej, jak zawsze - LandMine-jisama? - zerknęła na żółtego staruszka, któremu wydawało się, że słyszy tłumiony śmiech za sobą. Ku zgrozie tego ostatniego Deepl rozpromieniła się i wrzasnęła głośno, choć nie tak jak na widok Optimusa - AAAA!!! Kopę lat! - rzuciła się wpierw na WingSabera, potem na LandMine'a - tego ostatniego nawet cmoknęła w policzek, na co pozostali oniemiali z wrażenia, a staruszek miał ochotę zapaść się pod ziemię.
Optimus i Wings zaśmiali się, na co żółty warknął złowieszczo, wymachując na nich pięścią:
- Tu nie ma nic śmiesznego!
Lecz oba boty udawały, że wcale nie słyszały tego co mówił LandMine.
- Nasz stary LandMine nie może znieść faktu, że znów ktoś zamęczy go, błagając o jakąś opowieść - zaczął biały, na co Prime, ku zaskoczeniu obecnych, zapiał z zachwytu. WingSaber zrobił słodką minę i zapiszczał, udając głos Deepl - LandMine-jisama! Opowiesz kolejną część swoich przygód? - obaj uwielbiali patrzeć, jak staruszek się męczy z Deepl, Chromią i... Właśnie! - pomyślał Optimus, przestając się głupio uśmiechać - Deepl była z Jazzam na pokładzie pod dowództwem jej siostry! A to oznacza...
Shon spojrzał na przyjaciela zaskoczony jego nagłą zmianą nastroju. Był z czegoś zadowolony... nie... podekscytowany?
Optimus zrobił kilka kroków i stanął przed Deepl, która zdawała się być lekko urażona za nabijanie się z jej dziecinności. Spojrzała teraz na czerwono-niebieskiego, która - po raz pierwszy odkąd się pojawiła - z poważniała.
- Nie rób sobie nadziei. - powiedziała krótko.
Cała radość, jaka ogarnęła Optimusa zniknęła równie szybko, jak się pojawiła. WingSaber, dopiero po tekście rzuconym przez Deepl zrozumiał o co chodzi. Spojrzał na obserwujących całe wydarzenie Autoboty - wszyscy patrzyli to na Optimusa to a Deepl w wyczekiwaniu na to co powiedzą. Zacisnął pięść i powiedział cicho, aczkolwiek wyraźnie:
- Wyjdźcie.
Kiedy nadal nikt nie słuchał i nie kwapił się by opuścić salę, WingSaber nie wytrzymał i machnął ręką wrzeszcząc:
- Powiedziałem WYNOCHA!!!! TO WAS NIE DOTYCZY!!!
Wszystkich zaskoczyła gwałtowność WingSabera. Pierwszy wyszedł LandMine, chcąc zostawić Optimusa z najbliższymi przyjaciółmi. Wiedział co czuł, lecz nie chciał przeżywać ponownie tego samego. Za nim powoli ruszyli pozostali członkowie drużyny, na końcu marudzili jeszcze Shon i Sweendler. Obaj chłopcy spojrzeli przez ramię na Optimusa, którego twarz stężała.
Optimus trzymał się dzielnie aż do zamknięcia się drzwi za ostatnimi botami - nawet nie był świadomy tego, kto pierwszy opuścił salę, a kto ostatni - wtedy opadł bezsilnie na kolana.
- To nie fair - wyjąkał po chwili milczenia WingSaber. Deepl zerknęła na białego przyjaciela ponuro, nie potrafiła spojrzeć na Optimusa. Czuła się tak samo okropnie, jak on, zginęli nie tylko jej przyjaciele, ale również chłopak i siostra.
- Wiem, że to nie fair. - stwierdziła srebrno-zielona botka, śmiejąc się ponuro dodała - Nie powinnam była posłuchać Elity One i uciekać.
Optimus i WingSaber spojrzeli na przyjaciółkę zdumieni. Deepl spoglądała na ziemię, jej ramiona trzęsły się, jakby od tłumionego szlochu.
- Ja też powinnam... - zaczęła, lecz Optimus przerwał jej gwałtownie, mówiąc:
- NAWET O TYM NIE MYŚL!!!
Deepl spojrzała na niego w oczach szkliły się łzy. Optimus stał wyprostowany i patrzył na przyjaciółkę z niedowierzaniem ręce miał zaciśnięte w pięści, jakby szykował się do walki. Jego zabłysły jaśniejszym blaskiem.
- Elita powiedziała żebyś uciekała, ale miała na myśli twoje dobro!
- A-ale... jestem Autobotem - wyjąkała Deepl. Optimus podszedł do niej, chwycił za oba ramiona i potrząsnął gwałtownie. WingSaber podbiegł do dowódcy chcąc go oderwać od botki, lecz nim go dotknął ten puścił ją, na co ona upadła na ziemię. Kiedy opamiętała wahanie pomieszczenia spojrzała na Optimusa z zaskoczeniem i strachem. Twarz i postawa Prime'a wyrażała gniew. Jak może myślę, że Elita zrobiła coś wbrew jej woli - pomyślał.
- Elita była twoim dowódcą i nie możesz - NAWET TERAZ - sądzić, że zrobiła coś źle! - warknął.
- A-ale... - znów chciała zaprotestować. To robiło się dla Optimusa coraz bardziej irytujące! Miał ochotę jej przyłożyć lekko, choć stanowczo by w końcu zrozumiała. Najwyraźniej WingSaber wyczuł niebezpieczeństwo. Zrobił krok w stronę botki, wyciągając rękę by pomóc jej wstać.
- Optimus ma racje. - rzekł, Deepl ujęła dłoń przyjaciela, który chwycił ją mocniej, ciągnąc ku sobie. Teraz oboje spoglądali sobie w oczy - Gdybyś została nie mogłabyś teraz nam zrelacjonować wypadku.
Optimus był wdzięczny przyjacielowi za wyjaśnienie. Wings zerknął przez ramię na niego z krzywą miną. Wysłał mu myśl: "Wiedziałem co chcesz zrobić". Czerwono-niebieski poczuł wstyd, że pomyślał o tym by uderzyć Deepl. Spojrzał na nią. Była w tym samym położeniu co on i WingSaber... BA... Nawet LandMine!
- Wybacz, że się uniosłem - zwrócił się do Deepl, drapiąc się za tył głowy. Ta tylko uśmiechnęła się delikatnie, machnąwszy ręka, mrucząc pod nosem coś w stylu: "Nie ma za co" oraz "Wiem co czujesz". No właśnie - pomyślał Prime, dodał głośniej:
- Więc... jak doszło do wypadku?
Deepl prychnęła nagle, mrucząc:
- Gdyby to był wypadek - zerknęła na nich. Oboje wyrażali miną to samo pytanie: "JAK TO?!", więc ciągnęła dalej - To sprawka Decepticonów!
WingSaber usiadł po turecku na podłodze, którą potem walnął z pięści.
- Cholerne Decepticony! - warknął pod nosem.
- A zgadnijcie pod czyim to dowództwem?
Optimus chciał powiedzieć Megatron, lecz uznał, że to za proste. Zbyt proste. Czyżby to był...
- StarScream! - Deepl potwierdziła to, co przypuszczał Prime.
- A to gadzia menda!!! - zawołał biały, nie wstając z ziemi. Po chwili znów uderzył w podłogę - Szkoda, że nie dorwaliśmy go pierwsi, prawda Prime? - Optimus pokiwał twierdząco głową. Miał ochotę rozerwać StarScreama na strzępy!
- Pierwsi? - powtórzyła Deepl.
- StarScream nie żyje od kilku tysięcy lat - odparł z żalem WingSaber i zaczął opowiadać o tym, jak Galvatron, a wcześniejszy Megatron, zrobił ze swojego byłego zastępcy miazgę. Deepl skrzywiła się na swoje wyobrażenie tego co zostało ze StarScreama.

Na Cybertronie w niewykorzystanej sali treningowej - Avans rozładowywał frustrację na robotach ćwiczebnych. Harpuna trzymała się z tyłu, nie chcąc przypadkowo trafić do szpitala, albo gorzej...
Avans zaczął ciężko dyszeć, lecz nie ze zmęczenia, lecz raczej z pogłębiającego się gniewu. Roboty ćwiczebne nie dawały mu takiej satysfakcji jakie było pastwieniem się nad pokonanym przeciwnikiem. Te roboty nic nie czuły, pragnął walki z kimś godnym jego mocy, a nie ze zwykłą lalką! Na konfrontacje z Megatronem było jeszcze za wcześnie. Kogo mógł tu bez przeszkód rozwalić? Odwrócił się w stronę Harpuny, która była zajęta swoim ogonem. Avans uśmiechnął się przebiegle. Może i ją rozwalić nie mogę, bo przydatna jest. Jednak podroczyć się z nią nie zaszkodzi.
Harpuna właśnie przyglądała się zranieniu na swoim ogonie zrobionym przez koła HotShota, kiedy tuż przed jej twarzą mignął pocisk. Odwróciła się gwałtownie prychając ze złości, lecz Avans zdawał się nic sobie nie robić z jej niemej groźby. Dragonerka wstała i już szykowała się do zaatakowania przeciwnika, kiedy ni stąd ni zowąd pojawiła się przed nią trójka Gargantów, charcząc w stronę Decepticona. Ten uśmiechnął się tylko kpiąco. To tylko tępe gady - pomyślał. Chwycił za broń, ale nie minęło nawet sekunda, a Harpuna stała tuż przed nim, trzymając go za obie ręce, a ogonem wyrwała broń.
- Nie wyżywaj się na kimś za swoją porażkę! - warknęła, syknęła na Garganty, które powoli opuściły salę treningową. kiedy tylko ogon ostatniego zniknął za drzwiami, Harpuna puściła Avansa, który zrobił kilka kroków do tyłu, będąc w lekkim szoku. Dragonerka prychnęła parą przez nos i z podniesionym czołem opuściła salę. Dopiero przy drzwiach odrzuciła do tyłu broń Decepticona.
Avans podszedł do pistoletu i wziął go do ręki. Na uchwycie widniały ślady po pazurach Harpuny, lecz nie to teraz zaprzątało mu głowę.
Czyżby zaczynała coś sobie przypominać?

- Nie zamierzam siedzieć przed kwaterą!
- Ale, ale. Słyszałeś WingSabera? Brzmiał tak poważnie. Prawda, RedAlert?
- Jak nigdy.
- Co z tego?! Co może mi zrobić, nie jest tu szefem! Nie chciałbyś dowiedzieć się czegoś o botce, która nas uratowała?
- A właśnie... JetFire? Znasz tą całą Deepl?
Zielony zastępca wzruszył ramionami.
- Nie. Prime wcześniej nawet o niej nie wspominał - odparł JetFire.
- To samo dotyczy się i LandMine'a i WingSabera. Obaj zdawali się również ją znać. - stwierdził RedAlert, na co Clocker dodał szczerząc się:
- Gdyby ktoś wrzeszczał z radości na twój widok i tulił się do ciebie na oczach innych, to też pomyślałby, że znasz tą osobę.
- To prawda...
Wszyscy spuścili głowy w dół. Do towarzystwa dołączyła Olga z Shonem i Sweendlerem. Obaj chłopcy zadrżeli.
- Co za ponura atmosfera. - mruknął Shon.
Olga podeszła do JetFire'a i położyła mu ręce na ramionach, ten podniósł głowę i odwzajemnił uśmiech, który posłała mu Dragonerka.
- Co się dzieje, chłopcy? - spytała.
- Zastanawiamy się kim jest Deepl. Nikt o niej wcześniej nie słyszał. - westchnął SkaterShot. Nagle HotShot wstał, czym zwrócił uwagę innych i wskazał palcem na Shona.
- Aaaa! MAM! - wrzasnął, podbiegł do chłopaka i ujął obiema rękoma jego ręce. - Shon, musisz coś wiedzieć?
- Co?
- No, kim jest Deepl? Na pewno wiesz, przecież dzielicie się z Primem wspomnieniami, czyż nie?
- Racja - zgodził się z nim Clocker, a JetFire pomyślał, że to całkiem prawdopodobne.
Shon wiedział o czym myśli każdy z nich, poza Olgą, która zawsze ma sposób by się obronić przed psychiczną penetracją. Trochę go zdenerwował fakt, że wszyscy traktują go, jak lekarstwo na wszystko.
- A czy nad głową wisi mi napis "INFORMACJA"? - spytał groźnie Shopn, a po chwili dodał spokojniej widząc zawiedzione miny przyjaciół. - W sumie Optimus coś ostatnio oszczędnie się ze mną dzieli swoimi wspomnieniami. A wczoraj no, widziałem tą całą Deepl, ale jej młodszą wersję - wszyscy spojrzeli z nadzieją na chłopaka - Stała obok wyższej od niej różowej botki, która zauważyła Optimusa. Pomachała mu uśmiechając się szeroko, a potem już nic. Zostałem zablokowany. Optimus był wściekły. Mówił, że nie wolno mi od tak sobie zaglądać do czyich wspomnien, bo to narusza wszelkie zasady.
- I miał rację - odezwała się Olga, patrząc karcąco na Shona - Nie miałeś prawa zaglądać do jego wspomnień. Poza tym, nie dziwię się wam chłopcy - spojrzała ponownie na Autoboty - że nie poznaliście Deepl.
- A więc znamy? - spytał Clocker.
Olga kiwnęła na potwierdzenie głową.
- Jest mistrzynią kamuflażu, znana była pod pseudonimem: Srebrnym Kameleonem.
- TO ONA JEST SREBRNYM KAMELEONEM?! - zawołał JetFire zaskoczony - Ale on, znaczy ona... no... podobno ona nie żyje - Obrońcy Cybertronu pokiwali zgodnie głowami.
- Najwyraźniej wróciła z zaświatów - odparł Shon, na co Sweendler dodał:
- Może nawet tak samo, jak ja?
Wszyscy spojrzeli na bota z lekkim powątpiewaniem.
- Czyli, że niby Prime ją wskrzesił i wyglądałaby tak, jak za swoich starych dobrych czasów? - pokiwał przecząco RedAlert.
- Nie chcę cię martwić, ale ona, choć nie widać tego na pierwszy rzut, ma kilka oznak "starzenia" - dodał ScaterShot.
- A z tego co pamiętamy, to TY wróciłeś z całkiem nowym ciałem. - zakończył HotShot, patrząc na młodego bota od stóp do głów.
To była prawda. Sweendler nie miał nigdzie oznak, że jest starszy od HotShota, choć jego iskra owszem. Jego ciało aż kipiało nowościami. Nowe bronie, których jak dotąd nie użył ani razu, ze względu na swą pokojową naturę, parę rys oznaczały jedynie, że uczestniczył w paru bitwach, lecz były wręcz niewidoczne gołym okiem. Natomiast Deepl, jak sam ScaterShot powiedział, wyglądała na starszą i miała wiele starych części, które teraz nie dałoby się wymienić, a gdzie nie gdzie była nawet rdza, więc nikt przy zdrowych zmysłach nie uwieżyłby w fakt, że Swee jest niewiele młodszy od Deepl.
Każdy z Autobotów zastanawiał się, kiedy oni skończą, aż tu nagle drzwi do Kawatery otwarły się szeroko przez Optimusa i WingSabera. Obaj pozwolili wpierw wyjść Deepl, która uśmiechnęła się do obu promiennie. Uśmiech odwzajemnił jedynie biały. Optimus wyglądał na bardziej przygnębionego niż kiedykolwiek. Dowódca minął wszystkich i ruszył powoli korytarzem. Autoboty spoglądały na plecy dowódcy z pytaniem: "Co się stało?", lecz żaden nie miał odwagi o to zapytać, nawet Olga.

Smutna botka siedziała na szczycie jakiegoś gruzowiska wpatrzona w zielone niegdyś podłoże. Później spojrzała w gwieździste niebo swoimi smutnymi niebieskimi oczami. Zwłaszcza wpatrywała się w mały punkt na niebie, który w rzeczywistości był ziemskim Księżycem, które było w pełni. Jak długo jeszcze... - pomyślała botka - Jak długo jeszcze będziemy tak się tułać? Spojrzała ponuro do tyłu. Za nią leżał tłum Gargantów, który sobie smacznie spały. Wybaczcie mi - pomyślała, a z jej oczy uroniło się kilka kropel energonowych łez.

ajanami 29/01/2010 18:45:21 [komentarzy 0] Komentuj

>> (24) Nowy sprzymierzeniec << (20.12.2008)

Cała trójka Autobotów odwróciła się jednocześnie w stronę jakże im znanego głosu, który zaledwie usłyszeli kilka minut wcześniej. Szary Decepticon stał kilka metrów przed nimi ze skrzyżowanymi na piersiach ramionami, jego rysie uszy poruszały się do tyłu i na boki, chcąc wychwycić dźwięki innych potencjalnych przeciwników. Na żywo wzbudzał jeszcze większy strach niż wcześniej, kiedy był oddalony kilkanaście metrów dalej.
Czarne uszy z białymi końcówkami, poruszające się czujnie w prawie wszystkich kierunkach, maska zasłaniająca większą część twarzy, ostre elementy na ciele idealnie komponowały się z pazurami, których po prostu nie dało się nie zauważyć. Całą grozę postaci pogłębiały czerwone oczy, wpatrujące się ze spokojem w oczy HotShota prawie go hipnotyzując. Ja tu zginę - pomyślał błękitny Autobot, drżąc na całym ciele.

Optimus i WingSaber stali nad nieprzytomnymi ciałami Destructora i SnowCata. Biały cieszył się z faktu, że nie musiał walczyć z Avansem. Oświadczył, że nie ma najmniejszego zamiaru jeszcze żegnać się z tym światem. Optimusa zastanawiał ów niepokojący fakt nagłego zniknięcia szarego Decepticona, który prawdopodobnie podążył za osobą odpowiedzialną za zrobienie hałasu. Kto byłby na tyle szalony by tak się narażać?

- Szkoda, że nie mam na was czasu - powiedział ze spokojem Avans, robiąc krok w stronę przerażonych Autobotów - Nie będę mógł się z wami dłużej "pobawić". Skończę z wami szybko, a co za tym idzie... niestety... bezboleśnie.
Decepticon wycelował w trójkę Autobotów z działa, który transformował się z jego ręki.
- Czas się pożegnać, Autoboty. Raz na zawsze.
SkaterShot zamknął oczy, myślał, że już po nich, kiedy usłyszał wystrzał. Do jego czujników doszedł czyjś radosny śmiech.
- Ho, ho. Takie z was dzielne Autoboty, jak ze mnie Decepticonka?
SkaterShot otworzył oczy i zobaczył przed sobą dziwny widok. Na broni Avansa stała wysoka srebrno-zielona botka, na jej plecach widniał wielki znak Autobotów.
- Jak śmiesz, ty Autobocka zdziro! - warknął Decepticon wyrwawszy z pod nogi botki swoją broń. Natomiast femebotka skoczyła do góry, robiąc w powietrzu piruet, wyciągnęła broń i z gracją wylądowała na ziemi.
- Aj, aj. Jak ta dzisiejsza młodzież nie wychowana, doprawdy - wstała i wskazała na Avansa bronią - Miej odrobinę szacunku dla starszych. Skopywałam tyłki większym od ciebie Decepticonom.
Avans zgrzytnął ostrymi zębami i wystrzelił w stronę niebieskookiej.

Optimus i WingSaber o dziwo szybko znaleźli się w pobliżu bazy. Shon i pozostali odetchnęli z ulgą, kiedy ich zobaczyli.
- Zaczęliśmy się o was poważnie martwić - rzekła Olga, stanąwszy naprzeciw brata.
- Ja powoli tak myślałem. - odparł Optimus, wskazując kciukiem za siebie.
- A więc już wiesz kogo spotkałeś, tak? - spytał LandMine.
WingSaber westchnął głośno.
- Myślałem, że wykituję ze strachu.
- Kiedy powiem o tym HotShotowi, to mi nie uwierzy - powiedział JetFire, kręcąc z niedowierzania głową.
- A jeśli o HotShota chodzi, to gdzie on jest? - spytał biały.
Optimus rozejrzał się po zebranych Autobotach. Byli wszyscy z jego drużyny plus Olga, OverRide i Scoorge. Clocker wzruszył ramionami.
- HotShot, SkaterShot i RedAlert poszli na zwiad - powiedział - Mieli niedługo wrócić.
- To więc, gdzie ci... - urwał Shon, kiedy usłyszeli wybuch. On i Optimus wymienili zaskoczone spojrzenia.
- O nie...

Autobotka i Obrońcy Cybertronu schronili się przed wściekłym ostrzeliwaniem ze strony Avansa.
- Ups. Chyba go wkurzyłam - odparła beztroskim tonem botka.
- "Wkurzyłam"? - powtórzył z niedowierzaniem SkaterShot, szturchając Autobotkę w plecy - Powiedziałbym raczej coś całkiem odmiennego i mało kulturalnego. - dodał - Kim ty jesteś tak w ogóle?
- Lubię pogaduchy, ale nie czas teraz na to. - odparła botka dodała weselej - Czas troszkę postrzelać. - i już chciała wyskoczyć, lecz powstrzymała ją od tego dłoń RedAlerta.
- Czy tobie procesory logiczne całkiem się przegrzały? Nie wiesz kto to jest?
- Eee - pokręciła przecząco głową, krzywiąc ją potem niczym dziecko - A to jest aż takie ważne?
- "Ważne"?! Dziewczyno! - wrzasnął HotShot - On zabił pięciu naszych...
- Najwyraźniej nie byli tak dobrzy, jak ja. - wskazała na siebie kciukiem - Jestem trzecią z kolejności najlepszą wojowniczką na całym Cybertronie.
- Wiesz co? Masz zbyt duże mniemanie o sobie - rzekł SkaterShot. Botka wzruszyła ramionami, mówiąc:
- Nie, ja to powiedziałam tylko mój dowódca. Mówił też, że jeśli masz choć odrobiny iskry w sobie, musisz ją wykorzystać w obronie tego co wierzysz - i nim którykolwiek z trójki Autobotów zdołał ją powstrzymać, wyskoczyła z ukrycia i zaczęła strzelać. Na to niebieski skwitował krótko:
- Szalona, ale ma troszkę racji. - spojrzał na towarzyszy, a ci kiwnęli zgodnie głowami. Cała trójka wyskoczyła z ukrycia i podążyła za botką, strzelając do Avansa.

Decepticon zamrugał kilka razy, nie mogąc uwierzyć w to co się dzieje. Ledwo tamta botka się zjawiła, a Obrońcy ponownie stali się odważni i najwyraźniej nie zamierzali się poddać.
- Ech - westchnął ciężko Decepticon - Nie zamierzam jeszcze żegnać się z tym światem, a ta Autobotka... Ma odrobinę mocy i jeżeli ona zdołała mnie przechytrzyć, to i Prime może. - szary bot transformował się w odrzutowiec i wzbił się powietrze, na co czwórka Autobotów zatrzymała się i spojrzała za nim zaskoczona.
- Czyżby się przestraszył? - spytał z niedowierzaniem SkaterShot. Niebieskooka botka zaśmiała się gromko.
- Widzieliście?! Wcale nie był aż takim strasznym przeciwnikiem, co nie?!

Drużyna z Optimusem na czele zjawiła się, jak najszybciej w miejscu strzelaniny, która o dziwo umilkła tak szybko, jak się zaczęła. Prime miał już najczarniejszą wersję wydarzeń, więc zdziwił się, kiedy jego trójka podwładnych patrzyli sobie w niebo bez najmniejszego zadrapania. Nagle usłyszał znajomy śmiech.
- Widzieliście?! Wcale nie był aż takim strasznym przeciwnikiem, co nie?
WingSaber i LandMine stanęli u boku Optimusa i kopary opadły (dosłownie). Wings wskazał na botkę palcem, która stała teraz do nich plecami.
- Czy to nie... - zaczął LandMine
- Ja też nie mogę w to uwierzyć. - zawtórował Prime, a WingSaber raz otwierał, raz zamykał usta. Optimus zrobił kilka kroków w stronę Autobotki.
- Deepl?
Autobotka spojrzała na niego przez ramię, widać było od razu, że nie wie kto do niej mówi, lecz nie trwało to długo. Odwróciła się całym ciałem w stronę czerwono-niebieskiego bota.
- O-Opti-Optimus-sama? - spytała.
Optimus uśmiechnął się pod nosem, rozłożył ręce w geście, i powiedział "We własnej osobie". Na to botka zapiszczała radośnie i ku zaskoczeniu obecnych Autobotów - po za LandMinem i WingSaberem - Deepl podbiegła do komandora i rzuciła mu się na szyję, wrzeszcząc:
- Optimus-sama! Optimus-sama! Optimus-sama!

ajanami 29/01/2010 18:36:38 [komentarzy 0] Komentuj

>> Przeszłość (4): Plan << (05.12.2008)

- Optimus ostatnio dużo ćwiczy - zauważył LandMine.
- To wszystko przez Decepticony - odparł FireShot odrywając wzrok od monitora - Musi odreagować całą sytuację, a jeszcze jego przyjaciółka poważnie dostała.
- Żeby tylko - mruknął cicho WheelJack, który wszystko słyszał znad komputera.
LandMine spojrzał na niego uważnie.
- Coś mówiłeś, Wheel? - spytał, na co wynalazca pokręcił przecząco głową, lecz jego myśli mówiły co innego. Martwił się o szefa, LandMine i FireShot, którzy swoje lata już mają, myślą, że obecna młodzież woli bardziej dokuczać, a nie się zakochiwać. Optimus dostał takie miano już dawno, lecz wiele się zmieniło w życiu tego młodzieńca. A teraz Ariel, która leży w szpitalu i próbują utrzymać jej iskrę ciągle świecącą.
- Dawaj, Prime! - zawołał Wind, stojący naprzeciw Optimusa w gotowości bojowej.
- Sam tego chciałeś - odparł czerwono-niebieski. Zaczął biec w stronę białego robota, szybko się rozpędził i nie zdążył zareagować odpowiednio, gdy Wind wzbił się w powietrze, a on po chwili wyrżnął w ścianę tuż przed nim. Biały wylądował tuż za plecami Optimusa, który dochodził do siebie po spotkaniu z twardym materiałem. Wind, próbując opanować triumfalny uśmiech na twarzy, chwycił pod ramiona przyjaciela i próbował postawić na nogi. Kiedy Optimus usiadł na ziemi po turecku, zaczął trząść głową, jakby chcąc odgonić jakieś ponure myśli.
- Od kiedy to przypominasz taran? - spytał Wind nie mogąc już powstrzymać się od śmiechu na widok dość głupawej miny młodego komandora. Na to ten skrzyżował ręce na piersi i prychając, ostentacyjnie odwrócił głowę w bok z obrażoną miną. Wind usiadł obok niego po turecku i poklepał po ramieniu.
- No już, stary. Tylko mi się tu nie obrażaj, to i tak ci nie wychodzi. - odparł, ale kiedy Optimus nadal milczał dodał - Jak chcesz postawie ci Shaka Energonowego na udobruchanie. ^.- - Ostatecznie Prime dał się "udobruchać" i we dwójkę ramie w ramię poszli do najbliższego Energoshako-barku. Przy stoliku Wind łyknął chłodny płyn prawie za jednym zamachem. Kiedy skończył spojrzał na Optimusa z wyzwaniem, ale zdziwiło go, gdy tamten nawet nie zaczął swojego Energoshaka.
- No nie! - zawołał dramatycznie Wind, podnosząc ręce ku górze w desperackiej pozie, to obudziło czerwono-niebieskiego z letargu. Odwrócił się szybko w stronę przyjaciela.
- Stało się coś? - spytał Optimus z niepokojem.
- Po za tym, że całkowicie mnie olewasz to naprawdę nic - odparł obrażony biały bot, parodiując wcześniejszą pozę i zachowanie komandora. Ten od razu kapnął się, że to nie na serio.
- Nie wygłupiaj się! - warknął - To wcale nie jest śmieszne.
- A to niby czemu, nagle wszystko dla ciebie stało się nie śmieszne? - spytał Wind, krzywiąc śmiesznie głowę, kiedy Optimus milczał dodał, wskazując oskarżycielsko palcem w twarz przyjaciela - Od ataku Decepticonów zmieniłeś się. Oni zawsze byli i są, a mam nadzieję, że przestaną w końcu być.
Prime uśmiechnął się lekko, choć jego oczy wcale tego nie wyrażały. Wind pochylił się w jego stronę.
- Chodzi... chodzi o Ariel, tak? - spytał cicho - Coś między wami było, prawda?
Optimus zarumienił się na ostatnie pytanie. Czy coś między nimi było? Owszem! Stali się parą w chwili, gdy to wszystko się działo! Uratowała mu życie, lecz ona dostała! Miał ochotę zarazem płakać, jak i lecieć do bazy Decepticonów - gdziekolwiek ona jest - i rozpłatać wszystkie roboty, które stanęły by mu na drodze do StarScreama!
Optimus zacisnął dłoń w pięść, zauważył ten ruch biały bot. Spojrzał na przyjaciela ponuro.
- A jednak... - powiedział cicho, co wyciągnęło Optimusa z pod ponurych myśli - Wiedziałem... jakoś zawsze wiedziałem, że coś was do siebie ciągnie. Któregoś dnia nawet chciałem się z nią umówić, ale nie mogłem jakoś znaleźć czasu, ani... ani odwagi by ją o to spytać. - Wind wzruszył ramionami na widok zaskoczonej miny Optimusa - Widzisz nawet i ja miewam czasem chwile słabości. Ale wracając do wcześniejszego, to kiedy w końcu postanowiłem, że POWIEM, to... - dodał, patrząc z zazdrością na Optimusa - ...zobaczyłem, jak się całujecie w starym pogorzelisku.
Prime na twarzy miał wymalowany podobny kolor czerwony, jak niektóre części jego karoserii. Po jego głowie latały chaotycznie myśli: Wind nas widział?! Czuł coś do mojej Ariel?! Co myślał kiedy mnie zasłoniła?! Nagle Optimus poczuł na ramieniu dłoń przyjaciela, która poklepywała go pocieszająco.
- No już, już. Nie masz się czym przejmować, ja się nie gniewam. - dodał wesoło - Po za tym, chciałem się z nią tylko umówić, nic poza tym. - mrugnął do Optimusa, na co ten uśmiechnął się szerzej.

- Ma silną wolę życia.
- Tak bez wątpienia. Dobry materiał do eksperymentu.
- A jeżeli to się nie uda?
- Musi się udać. Ma silną wolę...

- Minął tydzień odkąd Ariel jest w szpitalu. - rzekł Wind do Optimusa. Obaj byli w gabinecie komandora. Prime siedział przy biurku, a Wind stał przed oknem.
- Więc mówisz, że nie wiesz co z nią?
- Powtarzam ci, że nie - odparł Wind, odwracając się do przyjaciela przodem - Ile razy mam ci to powtarzać. Nawet mi nie pozwolili jej zobaczyć. - dodał zrezygnowany - Mam czasami wrażenie, że coś złego z nią się dzieje.
Optimusowi ta myśl również nie dawała spokoju, w głębi własnej podświadomości czuł zagrożenie, jakby coś złego czaiło się w szpitalu albo, co gorsza, wewnątrz samej Ariel. Prime spojrzał przez ramię na szpital, w którym była różowa botka. Była tak blisko, a on nie mógł jej po prostu odwiedzić. LandMine, FireShot i pozostali, tak bardzo obawiali się o życie swego młodego dowódcy, iż nie pozwalali mu na wychodzenie z bazy bez obstawy. Nagle ciszę w pomieszczeniu przerwał trzask, kiedy pięść Optimusa opadała ciężko na biurko.
- Idę do niej! - rzekł twardo czerwono-niebieski. Wind, na początku zaskoczony nagłym hałasem, uśmiechnął się pod nosem.
- Innej odpowiedzi bym od ciebie nie zniósł - odparł wesoło. Po chwili obaj żywo opracowywali plan, jak wydostać z bazy Optimusa, ale tak by nikt go nie zauważył.

- Nie podoba mi się zachowanie tej piątki. - mruknął FireShot do Wheel Jacka, patrząc uważnie na Optimusa i jego przyjaciół, jak rozmawiają ze sobą, od czasu do czasu słychać było śmiechy i wrzaski.
- Zachowują się, jak na młode boty przystało - wzruszył ramionami biały Autobot.
Nagle do grupki dołączyły dwie famebotki: Chromia i Deepl, które były blisko zaprzyjaźnione z Ariel i... nie tylko z nią. Iron objął Chromię przez ramię, a Deepl cmoknęła Jazza w policzek. Wind coś powiedział, wzruszając ramionami, na co obie botki spojrzały na niego zabójczym spojrzeniem, pozostali zaśmiali się gromko.
- FireShot, mógłbyś mi pomóc w pewnej sprawie? - spytał niespodziewanie WheelJack, patrząc żałośnie na czerwonego robota.
- Jasne - odparł FireShot, uśmiechając się do towarzysza, lecz przestał, gdy biały dodał:
- W moim warsztacie. Naprawdę... nie wiem co z TYM z robić?
FireShot spojrzał przez ramię na Optimusa, który zgięty w pół śmiał się z czegoś. Czerwony wzruszył ramionami. Nic mu nie będzie jeśli na chwilę zniknę. - pomyślał, dodając głośniej:
- Optimus! Za dziesięć minut masz wrócić do gabinetu. LandMine to sprawdzi. Ja znikam. - zwrócił się do białego - Prowadź, przyjacielu - WheelJack od razu się rozpromienił. Obaj zniknęli w głębi budynku. Wind jeszcze podleciał pod korytarz, w którym oba boty zniknęły. Podniósł kciuk, dając znać, że jest czysto. Optimus kiwnął głową i zwrócił się do pozostałych:
- Oki. Czy każdy z was ma włączony komunikator na wybranym kanale? - cała piątka kiwnęła zgodnie głowami, na co Prime uśmiechnął się szerzej - Świetnie. Każdy z was wie w jakiej grupie jest i co robi. No to JAZDA!
- TAK JEST! - odpowiedzieli chórem i rozproszyli się. Deepl zniknęła z Chromią w jednym korytarzu, Jazz z Prowlem w drugim, a Iron w trzecim. Optimus spotkał się z Windem przy czwartym korytarzu, w którym zniknął FireShot z Wheelem.
- Jesteś pewny tego co robisz, stary? LandMine cię zabije jak się dowie. - rzekł niespodziewanie Wind, patrząc na przyjaciela znacząco. Na twarzy Optimusa zagościł złośliwy uśmiech.
- Nas - poprawił młody komandor - Mnie za kare, ciebie dla przykładu.
- A no masz racje. - i wkroczyli w korytarz, który miał ich zaprowadzić prosto do wyjścia i, mając nadzieję, bez żadnych komplikacji.

W tym samym czasie. W gabinecie komandora Prowl i Jazz ustawiali jakieś urządzenie.
- Mam nadzieję, że wynalazek Wheela zadziała - sapnął Prowl, kiedy w końcu uporali się z ciężkim sprzętem, który schowali w gabinecie jeszcze kilka godzin temu. Jazz przetarł ręką czoło i klepnął brata w ramię.
- Martwisz się na zapas, a nie potrzebnie.
- Wiele rzeczy nam się może nie udać - odparł sceptycznie granatowo-biały, patrząc ukradkiem na drzwi, jakby obawiając się, że LandMine wejdzie przez nie i złapie ich na gorącym uczynku. Rodzice by mu tego nie wybaczyli.
- Daj spokój, LandMine przychodzi za pięć minut.
- TYLKO za pięć minut! - poprawił młodszego brata Prowl. Jazz wyszczerzył zęby w stronę granatowo-białego bota.
- Spoko, dziewczyny już się nim zajmą odpowiednio.

Chromia i Deepl zatrzymały się na skrzyżowaniu korytarzy. W tym miejscu miały oczekiwać na cel, czyli LandMine'a, którego miały zatrzymać na tak długo, aż chłopaki nie skończą roboty. Szybciej zauważyła go Deepl. Niska srebrno-zielona botka wyskoczyła z zakrętu i pobiegła prosto w stronę żółtego bota.
- LindMine-jisama! LandMine-jisama!
LandMine zatrzymał się gwałtownie. Nienawidził jak się do niego mówiło "LindMine-jisama", tak bardzo go to postarzało.
- Och, Deepl. - udał radość by nie urazić botki - Co słychać, mała? Czy byłaś odwiedzić swoją siostrę w szpitalu? - spytał by ta nie zaczęła prosić go o jakąś opowiastkę. Musiał sprawdzić, czy Optimus wrócił do gabinetu i pracuje.
Deepl zrobiła smutną minkę.
- Nie. Nie pozwolili mi jej nawet zobaczyć. - odparła ponuro, ale po chwili dodała wesoło, ku zgrozie LandMine'a - LindMine-jisama, czy opowiesz jeszcze raz o tym, jak Optimus-sama wygrał swoją pierwszą walkę?
Żółty robot przejechał dłonią po twarzy. Obawiał się tego.
- Deepl - zaczął ostrożnie, nie wiedział co może zrobić zawiedziona botka, przy odmowie - Wiesz, ja naprawdę nie mam teraz... - urwał gdy pojawiła się na horyzoncie Chromia. Tej dziewczyny bał się bardziej niż wrzaskliwej Deepl. Błękitna botka była totalnym przeciwieństwem młodszej siostry swej przyjaciółki - spokojna i opanowana, prawie tak samo, jak Ariel z tym wyjątkiem, że ta druga była bardziej pokojowo nastawiona.
- Witaj, LandMine-sama - powiedziała błękitna kłaniając się żółtemu z szacunkiem.
- W-witaj, Chromio. Miły dzień, prawda? - wyjąkał LandMine, mając nadzieję na szybkie zakończenie tej pogawędki i tak już był spóźniony.
- Owszem... - zaczęła Chromia z delikatnym uśmiechem, kiedy ciszę przerwał głos Deepl.
- LandMine-jisama nie chce opowiedzieć mi historyjki! - zawołała żałośnie srebrno-zielona botka, zwracając uwagę kilku Autobotom, przechodzących akurat korytarzem.
LandMine westchnął ciężko i chcąc czy nie chcąc musiał zgodzić się na żądania Deepl, a dodatkowo Chromia stwierdziła, że i ona chętnie posłucha by to i owo.

Iron stał przy wyjściu i obserwował roboty kręcące się w pobliżu. Stanie na czatach jest nudne - pomyślał szary bot. Nagle usłyszał w słuchawce głos Winda:
- Horyzont czysty?
Szary podniósł się na równe nogi, sprawiając, że niektórzy z otoczenia spojrzeli się na niego głupio.
- Hej! Ostrzeż najpierw zanim coś powiesz, dobra? O mało mi iskra nie padła, tak mnie wystraszyłeś. - mruknął Iron, zasłaniając ręką usta by nie wyglądał dziwnie, "gadając do siebie".
- Wybacz, że mam donośny głos - prychnął Wind, wtedy w komunikatorze odezwał się głos Optimusa:
- Olej to.
- Wiem co masz na myśli. - zgodził się z Prime szary bot - Tak horyzon... Ach!
W komunikatorze odezwały się jednocześnie głosy Optimusa, Winda, Prowla, Jazza i dyskretnie Chromi.
- Co się stało?!
- De-De...
- Hej, Iron! Co się dzieje? - próbował z przyjaciele skontaktować się Optimus. Nagle usłyszał jego wrzask, który było słychać poza komunikatorem.
- DECEPTICONY!!!
Optimus wymienił zaskoczone spojrzenia z Windem, który po chwili kiwnął głową i obaj ruszyli w stronę głównego wejścia.

Chromia i Deepl gwałtownie wstały, czym zakłóciły wątek LandMine'a, który opowiadał właśnie środek ów walki, o którą prosiła młoda botka.
- Na dziś koniec bajek - odparła błękitna botka, na co młodsza zawtórowała mu zrezygnowanym westchnięciem, mrucząc, że zapowiadało się na fajną opowiastkę.
- Czyżby coś się stało? - spytał lekko zbity z tropu LandMine, dziwiąc się zachowaniom obu dziewcząt. Chromia i Deepl jednocześnie odparły:
- Decepticony atakują.

Prowl i Jazz wylecieli z gabinetu Optimusa, jak z procy, wpadając w ten sposób na FireShota, który chciał sprawdzić osobiście, czy komandor jest tak gdzie teraz powinien być.
- Hej! Co wy dwaj robiliście w gabinecie Optimusa? I dlaczego JEGO SAMEGO tam nie ma?! - spojrzał na biurko i wciągnął głośno powietrze. Z nicości zmaterializował się Optimus Prime, który przechadzał się w tą i z powrotem, raz po raz usiadł przy biurku i coś pisał.
- Co jest... - zaczął z szokowany FireShot, lecz jego dalsze słowa przerwał wrzask braci:
- DECEPTICONY NAS ZAATAKOWAŁY!!!

Optimus i Wind szybko znaleźli się w Głównym Holu, lecz Irona nie było przy wejściu. Nie zatrzymując się usłyszeli w komunikatorach:
- Te dranie zaatakowały szpital!
Pierwsze co przyszło Optimusowi do głowy, to Ariel. Nagle poczuł w sobie dziwną energię, której nie czuł od... od...
Wyskoczył z wyjścia, prawie go taranując, za dwójką młodych Autobotów dało się słychać głośny alarm, który wyraźnie świadczyło o stanie zagrożenia, lecz to najmniej obchodziło teraz młodego komandora.
- TRANSFORMACJA!!! - ryknął Optimus i ku zaskoczeniu Winda, jego przyjaciel zaczął zmieniać się w nieznany mu pojazd. Prime nawet się nie oglądnął kiedy przyspieszył z piskiem opon, zostawiając białego z tyłu.
- PRIMEM, CZEKAJ!!! - ryknął za przyjacielem biały robot, wzbijając się w powietrze.
Optimus nie zamierzał czekać, nie zamierzał jechać wolniej. Jedynie o czym był w stanie myśleć, to fakt, że jeśli coś się stanie z Ariel, to marny będzie los Decepticonów.

- Szukajcie go! - warknął Megatron machnąwszy złowieszczo ręką na podwładnych. - Macie go znaleźć! ŻYWEGO!!!
Decepticony rozpierzchły się po szpitalu. Medycy i ich pomocnicy byli związani.
Muszę go dopaść! Po prostu muszę! To moja jedyna szansa! - myślał gorączkowo, podchodząc do jednego z pomocników, który cały trząsł się ze strachu.

ajanami 29/01/2010 18:31:20 [komentarzy 0] Komentuj

>> (23) Avans << (18.11.2008)

Megatron spoglądał z lotu ptaka na miasto, w którym rzekomo Gaganty stoczyły - w niedalekiej przeszłości - bój z Autobotami. Lecz to co przywódca Decepticonów ujrzał było niczym innym, jak zatęchłą i opuszczoną dziurą, jakich wielu na tej planecie. Megatron prychnął z pogardą.
- Niech no ją... - zaczął z narastającym gniewem. Chciał opuścić to żałosną planetę zanim tu zardzewieje, lecz wciąż obserwował uważnie miasto. Coś nie dawało mu spokoju i dopóki to uczucie nie zniknie...

- Nic gorszego nie mogło się nam przytrafić - mruknęła po cichu OverRide, zerkając (za pomocą ZOOMa w oczach xD) z ukrycia na Megatrona, który stał w powietrzu w totalnym bezruchu.
- Mogło - odparł SkaterShot - Oprócz Decepticonów mogły pojawić się też i Garganty, a wtedy nie mielibyśmy żadnych szans.
RedAlert nie potrafił powstrzymać drżenia na wspomnienie, jakie wyryły na nim te okrutne stworzenia. Już na początku oświadczył wszystkim, ku ich zaskoczeniu, że Garganty to nie są istoty, które zasługują na istnienie i jak najbardziej chętnie pomoże w ich wyeliminowaniu (a podkreślam, że każde dla niego żywe stworzenie - nie wliczając Decepticonów - było dla niego święte!). HotShot mruknął cicho, że nie miałby nic przeciwko, lecz inni zdawali się go nie słyszeć, na co odetchnął z ulgą błękitny. LandMine dołączył do towarzystwa i również rozpoczął cichą obserwację, ciesząc się, iż Decepticony rozpoczęły poszukiwania od centralnej części miasta, był również wdzięczny, że posłuchał MetroPlexa i zbudowali bazę na końcu miasta, które składało się głównie z ruin tak zwanej "dawnej świetności".

WingSaber próbował powstrzymać Optimusa od popełnienia największej głupoty w jego długaśnym życiu.
- Prime! Jesteś po walce z Gargantami, w której straciłeś przytomność...
- To było spowodowane czymś innym, a nie walką. - odparł Optimus, machając ręką.
- A co z Shonem? Czy nie pomyślałeś, że ta walka może spowodować u niego jakiś trwały uraz? - nie dawał za wygraną Wings
- Bzdura! Co może mu się stać, kiedy jest w bazie?
- ON, może tak, ale TY nie jesteś w bazie!
Optimus zatrzymał się i spojrzał na białego podejżliwie.
- Do czego zmierzasz? - spytał.
- Do czego?! - powtórzy z niedowierzaniem WingSaber - Do tego, że potrzebujesz gruntownego przeglądu twojego procesora, Prime! - dodał - Co się z tobą dzieje?! Czy w ogóle pomyślałeś o konsekwencjach?!
Optimus był wyraźnie w szoku na te słowa, a zwłaszcza ostatnie zdanie "Czy ty w ogóle pomyślałeś o konsekwencjach?!". Co się ze mną dzieje? Sam nie jestem pewien. Nagle zapragnąłem rozrób". Optimus spojrzał na przyjaciela zawstydzony. Komizm tej sytuacji dopełniał fakt iż WingSaber patrzył na Prime'a jak na niesfornego młodzika!
- WingSa... - zaczął Optimus, lecz uniemożliwił mu to Wings, który pociągnął go za sobą w jakiś budynek, a zaraz potem w miejscu, gdzie stali ziała wielka czarna dziura.
- Dzięki - mruknął Prime, wyjmując broń i zerkając lekko zza ściany - Kto nas zaatakował?
- Nasi starzy znajomi - odparł WingSaber - Destructor i SnowCat. - po chwili dodał - I jak zwykle razem. Czyżby byli parą?
- Może po prostu dobrze im ze sobą - rzekł Optimus. Zobaczył oba roboty w sporej odległości od miejsca, gdzie się ukryli - Sądząc po ich koślawych minach, nie widzieli nas, a tylko z nudów sobie strzelają.
- Ta i do tego w naszą stronę -_- - popatrzył na Optimusa, który kucał pod nim z uniesioną bronią - Wiesz co, Prime? Proponuję uciszyć ich i wrócić do bazy.

Megatron zobaczył kilka laserowych pocisków niedaleko centrum miasta, lecz tylko w jedną stronę. Idioci - pomyślał granatowy, kładąc dłoń na czole w irytacji.
- SnowCat! Destructor! Której części słowa "PO CICHU" nie zrozumieliście?!
Za Megatronem zjawił się nagle szary robot.
- Chyba żadnej o Wielki. Mam ich przystopować?
Megatron zerknął przez ramię na robota. Avans - jeden z tych niewielu Decepticonów, które używają czegoś takiego jak procesor i potrafią z tego korzystać. Czyli jeden z tych, którym Megatron najmniej ufał, choć był mu potrzebny jak nikt inny!
- Dobrze, załatw tą sprawę, ale kontaktuj się ze mną! - warknął i wrócił znów do obserwacji z nieba, lecz wszystkie jego czujniki skupiły się na odlatującym szarym robocie. Za bardzo przypomina StarScreema - pomyślał - Ale... gdyby to BYŁ jednak StarScreem, raczej nie ryzykowałby aż tak bardzo.

- Z głupiałeś do reszty! Wracaj tu! >.<
- Sam powiedziałeś, że nie miałbyś nic przeciwko otwartej walce.
- Miałem na myśli walce z Gargantamim, a nie z Decepticonami! -.-
- A jaka to różnica? I to i to, to jedne wielkie zło, więc czym się przejmujesz?
- Przyznaję to z niechęcią, ale... Hot ma rację.
- Serio? O.O
- ScaterShot? Dobrze się czujesz? O.o
- Jak najba...
- Chłopaki, słyszycie?!
- Co to za wystrzały? Jak myślisz RedAlert?
- A bo ja wiem? -.-
- Nie dowiemy się jeżeli nie sprawdzimy. ;)
- W sumie racja.
- HotShot! ScaterShot! >.<

Optimus i WingSaber zbliżali się powoli do dwójki Decepticonów, którzy nie byli w ogóle świadomi nadchodzącego ataku z zaskoczenia.
- Co za głąby - parsknął Wings, za co skarcił go wzrokiem Prime.
- Nie możemy zwracać na siebie uwagi. - syknął czerwono-niebieski, na co biały machnął ręką w stylu: "Ta, ta" i dalej się z nich naśmiewał, lecz o wiele ciszej. Nagle Optimus zatrzymał się, kiedy byli już bardzo blisko.
- Co... zaczął cicho WingSaber, lecz jego dalszą wypowiedź przerwało gwałtowne zatkanie mu ust przez dłoń Prime'a, który naprał na niego całym ciałem pchając w jakiś zaułek. Kiedy biały przestał wierzgać puścił go.
- Co ty... - zaczął wściekle Wings, lecz Optimus znów zatkał mu usta, sycząc by był cicho. Po chwili ciszy rozległ się wściekły głos:
- Idioci! Co wy wyprawiacie?!
Optimus pomyślał, że gdyby miał włosy to pewnie by mu stanęły dęba. Znał ten głos i to aż z dobrze!
- Kto to jest? - spytał WingSaber szeptem, chcąc zobaczyć ów robota, który karcił tych dwóch idiotów, lecz Prime powstrzymywał go od tego. Biały nie rozumiał zachowania Optimusa.

Shon rozejrzał się wokół. Poczuł dziwny niepokój. Sweendler zauważył zachowanie przyjaciela.
- Czy coś się stało? - spytał.
- N-nie... nie jestem pewien - odparł Shin po dłuższej chwili. Jego serce drżało, choć nic mu nie groziło z jakiejkolwiek strony. Optimus? - pomyślał. Nagle w głowie Shona pojawiła się wizja szarego robota. Chłopak zbladł.
- Och, nie. - jęknął, zwracając na siebie uwagę pozostałych.
- Co jest? - spytał JetFire.
Shon spojrzał na zielonego ze strachem w oczach.
- Jet, pamiętasz Decepticona, który zranił Optimusa?
JetFire kiwnął głową, nie rozumiejąc o co chodzi chłopakowi.
- Co cię tak nagle zainteresował tamten robot? - spytał znienacka Clocker - Optimus załatwił go na amen.
Shon spojrzał ponuro po twarzach dwójki przyjaciół.
- Chyba jednak nie - rzekł, wyciągnął przed siebie prawe ramię, gdzie nad nadgarstkiem był zegarek i coś zaczął na nim stukać.
- Żartujesz, prawda? - spytał JetFire, nie mogąc uwierzyć własnym czujnikom słuchowym. Shon pokręcił głową.
- Ani trochę, sam zobacz. Mam wizje z oczu Optimusa, który go obserwuje - zegarek wysunął wiązkę, która po chwili zamieniła się w wizjer, na którym stała trójka Decepticonów, gdzie dwóch było aż za dobrze znajomi.
- SnowCat i Destructor! - warknął Clocker, zaciskając dłonie w pięści - Niech no tylko będą w moim zasięgu...
- Ja również chciałbym ich dopaść, tamten o mało co nie wysłał mnie w lot na Księżyc. - dodał Shon, naciskając na inny przycisk. - Mniejsza o to, spójrzcie na tego szarego. - nastąpiło zbliżenie na twarz wyższego bota. Clocker i JetFire zadrżęli na jego widok, pamiętali doskonale ich ostatnie spotkanie. Jednak nie tylko oni wyglądali na przerażonych.
- Znacie go? - spytał pozostałych, widząc ich miny.
Olga warknęła nieprzyjemnie:
- Najgorszy z najgorszych.
- To tak zwany facet od brudnej roboty - dodała OverRide, odsuwając się od wizjera, jak najdalej.
- Kto to jest?
- Ta "bestia" jest gorsza nawet od samej Harpuny, a nazywa się...

- Avans - WingSaber w sunął się w głąb budynku, jakby chcąc wtopić się w ścianę i stać się w ten spoób, jak najmniej widocznym.
- Avans? - powtórzył Optimus, patrząc ze zdziwieniem na zachowanie białego robota. Strach wyryta w zielonych oczach była do takiego zawadiaki i "samobójcy", jakim był WingSaber, niepodobne.
- On jest straszny. - wyjąkał cicho Wings - Słyszałeś o tej ekzekucji setkich małym Cybertronian?
Owszem Optimus słyszał o tym. Wszyscy opowiadali mu o tym z milion razy.
- Nie powiesz mi chyba... - zaczął niepewnie czerwono-niebieski, patrząc na przyjaciela z szeroko otwartymi oczami, a jeszcze bardziej mu się rozszerzyły, gdy Wings potwierdził ruchem głowy.
- Nazywany jest przez wszystkich Głównym Egzekutorem. - dodał.
- Głównym? - powtórzył z niedowierzaniem Prime. - Mówisz, że jest ich więcej?
- Było ich trzech, jednego Olga i JetFire załatwili, gdy dowodził jedną z akcji przejęcia Jowisza. Przed tobą jest Avans, a drugi...
- Drugiego, zdaje mi się, że załartwiłem - przerwał mu Optimus, zerkając ostrożnie przez kąt - Jeżeli są do siebie podobni.
- No, to musiał być Seter! Avansa nie tak łatwo jest załatwić w pojedynkę. Na niego poszło pięciu naszych i wszyscy polegli - dodał, drżąc na całym ciele - Ten facet to chodzący sadysta, kocha sprawiać innym ból, widząc ich cierpienie. Harpuna przy nim to łagodna owieczka.
Optimus był wszoku - nie tylko dlatego, że porównano Harpunę z owieczką - słysząc to wszystko o jednym robocie. I pomyślał, że nie tylko Harpuna, ale nawet i sam Megatron przy tym całym Avansie to chodząca dobroć! Prime czuł, że nie chciałby go spotkać w ciemnej uliczce... Nie, przyzanwał to z niechęcią, ale w ogóle nie chcaiłby go spotkać na drodze. W życiu!

- Imbecyle! - warknął cicho Avans, chcoć i tak doskonale go słyszeli nawet Optmus i WingSaber - Megatron powiedział, że ma być po cichu, już i tak zaalarmowaliscie Autoboty kiedy wysadziliście tamten budynek!
SnowCat i Demoliszor trzęśli się ze strachu. Wiedzieli, że jak tamtemu się zachce rozwali ich i jeszcze zwali na nich winę, że go nie słuchali. Avans jednak zdawał się nie być w humorze na takie rzeczy. Zamachnął się na obu by przyłożyć, ale w ostatniej chwili się zatrzymał. Jego rysie "uszy" poruszyły się.

- Ty idioto! - syknął Optimus na przyjaciela, kiedy ten, chcąc zobaczyć, jak Avans daje łomot "tym dwóm frajerom", poruszył jakiś kamyszek.
Optimus i WingSaber wcisnęli się mocniej w ściany kryjówki, kiedy Avans odwrócił się w ich stronę. Zauważył nas! - pomyślał ze strachem Wings. Za nic nie chciał tracić cennego życia i nawet zaczął się modlić do Primusa i innych bóstw TransFormerów - NAWET HELIOSA! - by tylko wyszli z tego cało.
Avans jednak odwrócił się nagle w innym kierunku, z którego doszedł głośny huk.

- Chcesz nas wszystkich zabić?! - warknął SkaterShot na HotShota.
- Czemu to zrobiłeś? - spytał ze strachem RedAlert. Cała trójka teraz odsuwała się ze strefy zagrożenia ostrożnie, ale też i jak najszybciej.
- Widziałem Optimusa i tego białego idiotę - szepnął HotShot, idąc za chłopakami, lecz co chwila odwracał się przez ramię do tyłu, nie chcąc być zaskoczonym przez tak groźnego przeciwnika. HotShot słuchał uważnie słów RedAlerta na temat tego całego Avansa, choć cały czas nie spuszczał z niego swych czujników optycznych. Nie potrafił z początku uwierzyć, że ten niewiele większy od Optimusa koleś może być za razem tak okrutny i bezwzględny. Zaczął się go bać i nie chcałby mu się nawinąć pod rękę. Jednak bardziej się przestraszył, kiedy zauważył naprzeciw nich Optimusa i WingSabera. Ten ostatni trząsł się na całym ciele, co bardziej przerażiło HotShota, niż sam Avans. Jednego był błękitny pewny. Biały samobójca nie chciałby zostać kolejną ofiarą Avansa, a jeszcze ten idiota nieostrożnie stąpnął na jakiś kamlot, który się poruszył delikatnie. Jednak to wystarczyło, by czujny Decepticon odwrócił się w stronę Autobotów. Avans dał znak ręką by dwójki pozostałych Decepticonów by była cicho, Już zmierzał w kierunku Optimusa i WingSabera i HotShot doszedł do prostego wniosku, że jak Prime, a nawet WingSaber zginą, to będzie koniec! Więc rzucił kamieniem.
- Mam nadzieję, że nas nie zauważył - szepnął SkaterShot, patrząc za siebie. Nagle tuż przed nimi odezwał się nieprzyjemnie znany im spokojny ton głosu, choć ledwo go słyszeli:
- Nie byłbym tego taki pewny.

ajanami 29/01/2010 18:17:36 [komentarzy 0] Komentuj

>> (22) Szaleństwo << (12.09.2008)

- Teraz już wiem, że nie należy wkurzać zastępcy dowódcy - mruknął niezadowolony HotShot, który zmywał tłustą plamę z lakieru statku wojennego, na samym czubku - A, fuj! Jak można uświnić statek w tym miejscu?!
WingSaber ze znudzoną miną, cały czas "czyścił" jedno miejsce. Po chwili jednak uśmiechnął się do siebie.
- Ale chyba nie powiesz, że nie było śmi... EJ!!! - dostał prosto w twarz ze szmatki HotShota.
- TY, to lepiej się nie odzywaj! To TWOJA wina! Widzisz jakie to, cholernie śmieszne?! - wrzasnął, z suwając się ze statku. Sięgając do wiadra ze szmatami, mruczał pod nosem - Ostatni raz go posłuchałem.
Wings miał ochotę mu oddać, ale ostatecznie zrezygnował, myśląc o tym jak ci dwaj wywinęli się od kary, gdyż Prime uznał, że śmianie się z kogoś to nic poważnego, choć JetFire twierdził inaczej, bo to właśnie z niego się nabijali, nie wspominając o Oldze, lecz ona to przyjęła ze śmiechem.
Sweendler cały czas myślał o tym wszystkim co usłyszał o Optimusie z ust LandMine'a. To on mnie wskrzesił, choć o tym nie wiedział - myślał, po chwili westchnął - Pewnie nie dowiem się, czemu wymazał mi pamięć. Niespodziewanie usłyszał jakiś hałas, dochodzący gdzieś niedaleko. Pobiegł w tamtym kierunku. Zatrzymał się dopiero tuż obok sali ćwiczeń. Słyszał stamtąd znajome głosy. Przystawił ucho do drzwi.
- Skup się, Optimusie! - to był głos LandMine'a.
Sweendler zamrugał kilka razy. Zapragnął z całej siły zobaczyć co tam się dzieje. Uchylił lekko drzwi i zajrzał do środka. Wszystkie sprzęty do trenowania zostały odsunięte na boki, a na środku sali stał Optimus, towarzyszył mu oczywiście LandMine, ale także Shon, JetFire, Olga, MetroPlex i Rodimus, Ten ostatni z pewnością chciał się przekonać jaką toteż moc ma w zanadrzu jego rywal.
- Powtarzam ci to sto razy, skup się! - warknął żółty robot, machając zawzięcie rękoma. Optimus opadł na kolana, gdyby nie fakt, że nie jest człowiekiem, to można by powiedzieć, iż pot z niego się leje wodospadami. Dyszał ciężko, był wyczerpany.
- To trudne... - wymamrotał Prime, ocierając czoło dłonią.
- Bo się nie skupiasz - odparł LandMine, natychmiast obok niego znaleźli się Shon i Optimus, machając mu przed twarzą pięściami.
- Powiedz jeszcze raz "skup się", a przysięgam, że marny będzie twój los! - wrzasnęli jednocześnie. Obaj mieli na twarzy wymalowane zmęczenie. Jeżeli Optimus padał z wyczerpania, to to samo działo się z Shonem.
- LandMine, chcesz wykończyć mojego brata? - spytała Olga, patrząc z troską na Optimusa, na co Rodimus zaśmiał się pogardliwie.
- Z tego co słyszałem, to Prime ma jakieś niezwykłe moce, które są niewyczerpalne. Ale widać, że to zależy od posiadacza ów mocy - rzekł czerwony.
Shon i Optimus wymienili szybko spojrzenia i obaj kiwnęli głową. Nagle z ich dłoni błysnęły czerwone kule, które poleciały wprost na, niczego niespodziewającego się, Rodimusa, który po chwili podleciał pod sufit do góry nogami, podobnie jak wcześniej WingSaber.
- Mówiłeś coś? - spytali jednocześnie Shon i Optimus, a pozostali zaczęli się śmiać. Poza LandMinem.
- Co to było?! - spytał ostro żółty.
- No... - zaczął Prime, nie bardzo rozumiejąc co ma staruszek na myśli.
- Miałeś używać mocy HELIOSA nie PRIMUSA!
- To nie ma żadnej różnicy! - stwierdził JetFire, jednak LandMine był innego zdania.
- Jest różnica i to ogromna. - wskazał palcem na Optimusa - Pewnie doskonale pamiętasz każdy poważny pojedynek z Megatronem, prawda?
- Mówisz to tak, jakby inne pojedynki nie były poważne - rzekł sucho czerwono-niebieski. LandMine udał, że tego nie słyszał i ciągnął dalej:
- Chodzi dokładnie o ten pojedynek, po którym wyruszyłeś w kosmos, chcąc zbudować międzygalaktyczny kosmomost.
- I po którym myślałem, że Megatrona/Galvatrona mamy z głowy? Tak, pamiętam. - Prime usiadł ciężko obok JetFire'a - Myślałem, że się zastrzelę, gdy go znowu zobaczyłem i to dokładnie takiego samego, jak wcześniej. Mam tylko nadzieje, że nie pojawi się zamiast niego Galvatron.
- To znaczy, że nie możemy go uszkodzić, a po prostu rozwalić. - rzekł po namyśle zielony, o jego ramie oparła się Olga, byli bardziej otwarci ze swoim związkiem, bo lepiej żeby wszyscy wiedzieli, a nie potem jakieś ploty słuchać - Trochę to kłopotliwe.
LandMine już otwierał usta by coś powiedzieć, kiedy nagle usłyszeli jak coś ciężkiego spadło na ziemię. Rodimus wylądował na podłodze, ale nie tak jak w przypadku WingSabera, gdyż komandor z amortyzował upadek własnymi rękoma.
- Nie żyjesz! - syknął, patrząc z furią na biało-szarego Dragonera. Jednak nim Rodimus zdołał się pozbierać z podłogi, Shon rzucił się w stronę Optimusa, za którym się schował i uwiesił ręce mu przez kark i pokazując język, na co Prime, JetFire, Olga i MetroPlex zaśmiali się, a jeszcze bardziej czerwony ze złości Rodimus usiadł obrażony przy lewym boku przywódcy Gigantonu, tak że nie było go widać, na co Shon zachichotał cicho, lecz został spiorunowany wzrokiem przez LandMine'a.
- Wracając do Galvatrona? - zaczął żółty, patrząc po twarzach wszystkich - to każdy z was, poza Olgą, Rodimusem i Shonem, powinien zauważyć, że podczas finałowego starcia, Optimusa otoczyła złota poświata - rzekł dobitnie żółty.
Przez moment zapadła w sali treningowej napięta cisza, każdy rozmyślał o słowach LandMine'a
- Czyli to była cała moc Heliosa? - spytał powoli MetroPlex, w jego głosie słychać było lekkie zawiedzenie, z pewnością spodziewał się czegoś bardziej efektywnego. LandMine kiwnął twierdząco głową, on też wiele razy się nad tym zastanawiał. Przecież tyle razy słyszałem, że to potężna siła.
- Czuję, że coś sprawia, iż Optimus nie może wyzwolić pełni swojej mocy. - stwierdził Shon, a jeżeli on coś czuł w związki z dowódcą, to tak na pewno jest. Wszyscy zamilkli, chcąc coś na to wymyślić. Do towarzystwa podszedł Sweendler zbyt ciekawy co oni tak szepczą między sobą.
- Cześć! - przywitał się wesoło niebieski, uśmiechając się szeroko. Wszyscy mruknęli ciche cześć, tylko Shon zdawał się być bardziej zainteresowany robotkiem niż inni.
- Sie ma Swee - rzucił wesoło, tak jakby sprawa domniemanej przyczyny niemożliwości użycia pełnej mocy Heliosa, go nie dotyczyła. Objął ramieniem Sweendlera i odprowadził od "nudnych dorosłych", jak ich nazwał po cichu Shon.
- Co się stało, że robiliście wspólną burzę mózgów? - spytał Sweendler, patrząc w brązowe oczy przyjaciela z ciekawoscią. Shon opowiedział całą sytuację z Optimusem, a kiedy skończył obaj chłopcy prawie jednocześnie obejrzeli się na czerwono-niebieskiego robota, który miał minę typu: "Zaraz wybuchnę", gdyż LandMine coś marudził mu koło ucha. Przydałby się jego wybuch - pomyślał Shon - Może wtedy moc Heliosa się wyzwoliła. Sweendler myślał inaczej. Cieszył się po cichu, że Optimus nie potrafił używać mocy, gdyż to oznaczało, że jego brat ma szansę przeżyć. Tak, dobrze słyszycie. Sweendler nie chce, nigdy nie chciał, by Megatronowi stało się coś złego. Nie znał powodu, dla którego stał się zły. Decepticony nigdy wcześniej nie nazywany tymi ZŁYMI.
#~#~#
Cybertron, wiele miliardów lat wcześniej. Fioletowa robotka ze skrzydłami stała na tarasie widokowym, gdzie wpatrywała się w gwieździste niebo.
- Nie przylecieli jeszcze? - odezwał się za nią niższy i młodszy od niej niebieski robocik. Robotka spojrzała na niego smutnymi fioletowymi oczami. Na piersi miała wygrawerowany fioletowy znak.
- Jeszcze nie, Sweendler - zaprzeczyła ze smutkiem i wróciła do wcześniejszej obserwacji nieba. Niebieski poklepał robotkę po dłoni pocieszająco.
- Nie martw się, Blizzard. Na pewno wróci. - rzekł poważnie, na co fioletowa uśmiechnęła się z wdzięcznością. Nagle do ich czujników słuchowych doleciał krzyk:
- NADLATUJE, CAREW!!! MA KILKA USZKODZEŃ!!!
- O nie - jęknęła Blizzard i pobiegła za sporą grupą robotów z podobnymi znakami co ona. Sweendler powoli udał się za nimi, wiedział, że i tak dorośli by go nie przepuścili bliżej statku. Jednak nie musiał być blisko by zauważyć, jak z nieba spada metalowy statek, którego otacza gęsty dym.
- I to mają być lekkie uszkodzenia?! - spytał ktoś z przodu. Nagle z przodu odezwał się twardy głos Blizzard:
- Dosyć biadolenia! Macie mi tu zaraz zorganizować sprzęt ratowniczy! MIGIEM!!!
- TAK JEST!!! - odpowiedziały churem Decepticony, które po chwili rozproszyły się, kilku zostało wraz z Blizzard, która obserwowała ze strachem w oczach na poczynania pilota CAREW. Sweendler powoli zbliżył się do botki, jednak Decepticony były tak poruszone tak poważnymi uszkodzeniami statku, że go nawet nie zauważyli. Gdzieś blisko Sweendlera odezwał się gruby głos:
- Ten kto kieruje statkiem jest nieziemski.
Wszyscy, poza Blizzard obejrzeli się na fioletowego (w sumie, większość Decepticonów była wtedy fioletowa) robota zaskoczeni.
- Co masz na myśli, ShockWave? - spytał zielony (szok, jest inny kolor O_O).
Fioletowy wskazał na coś swoją bronią.
- Widzicie te manewry? Nikt przy takich uszkodzeniach nie potrafiłby panować nad statkiem! - zauważył.
Nikt poza NIM - pomyślała Blizzard. Ekipy stały już za nią i spoglądali w niebo w oczekiwaniu. Nagle statek gwałtownie przekręcił w bok i zaczął lecieć prosto na nich.
- ODSUŃCIE SIĘ!!! - ryknęła Blizard. Decepticonom nie trzeba było dwa razy powtarzać. Botka złapała w ramiona Sweendlera i odskoczyła z nim wysoko w górę. Odwróciła się z chłopcem w ramionach i spojrzała na szczątki statku, to że nie wybuchł mogli zawdzięczać tylko zdolnemu pilotowi, który zdołał opanować maszynę w ostatnim momencie. Decepticony zaczęły powoli zbliżać się do drzwi statku. Nagle zostały wyrwane z zawiasów od środka. Ze statku wychynęły dwie postacie, jeden niebieski, a drugi granatowy. Ten ostatni podtrzymywał tego drugiego, obaj byli ranni, lecz niebieski musiał dostać gorzej.
- MEGATRONIE!!! - zawołała ekipa ratunkowa, podbiegając do granatowego, który położył niebieskiego na ziemi, chcąc odetchnąć. Niespodziewanie odsunął wszystkich jedyną sprawną ręką.
- Nie mną się zajmujcie, ale resztą! - warknął, na co Decepticony, nie chcąc złościć dowódcy, posłusznie wykonali rozkaz. Jedynymi osobami, które pozostały to Sweendler i Blizzard. Botka chciała podejść, lecz ShockWave i ShockBlast byli szybsi. Wzięli pod ramiona Megatrona i zaprowadzili do ambulansu. Mijając Blizzard granatowy się nie odezwał. Kiedy zniknął w ambulansie Sweendler rzekł gorzko:
- Te wasze podchody są strasznie męczące.
Fioletowa uśmiechnęła się do chłopca i poczochrała mu głowę. Wiedziała, że malec ma rację, lecz Megaton wyraził się jasno, że ich związek ma być w sekrecie. Tak było bezpieczniej. Nie wiedziała tylko czy dla niej, czy dla niego.
#~#~#
- Sweendler? Hej, Sweendler! Tu Ziemia - Shon machnął dłonią przed twarzą niebieskiego, na co ten zamrugał kilka razy i potrząsnął głową.
- Co się stało? - spytał dość nieprzytomnym tonem. Shon pokręcił z niedowierzania głową.
- Wpadłeś w trans. - odparł, a po chwili spojrzał na dorosłych. - Optimus najwyraźniej ma na dzisiaj dość ćwiczeń i jęczącego nad nim LandMine'a. To tak jakby wrócił do szkoły i był niesfornym uczniakiem, a nie Wielkim Komandorem.
Sweendler współczuł swojemu przyjacielowi, lecz wiedział też, iż to konieczne by tak ciężko trenował swoją wolę, choć z drugiej strony mógłby wcale się nie skupiać i po prostu robić wszystko po swojemu.
Optimus nagle skierował się do wyjścia z sali, dyszał ze złości i tyle go widzieli. Pozostali po chwili też się ruszyli. Wychodząc Swee usłyszał, jak JetFire mówi do LandMine'a:
- Wiesz co? W razie czego, mógłbyś użyć tej monetki, nic by się nie stało.
- Co masz na myśli mówiąc "w razie czego"? - wtrącił się MetroPlex, Rodimus szedł z tyłu, najwyraźniej niezainteresowany rozmową.
JetFire wzruszył ramionami, sam w sumie nie wiedział, co miałoby oznaczać, to "w razie czego". Było wiele tych "w razie czego", a w przypadku Komandora, to aż za dużo. LandMine domyślał się tego i tak wcześniej to wymyślił. Chyba właśnie po to Optimus pozwolił mi to trzymać. - pomyślał, dyskretnie spoglądając na monetę.
Czy Optimus miał dość? Tak. Cholernie miał dość! Miał dość tego, że LandMine znów zaczął go traktować, jak swego ucznia w Akademii.
- A może miałem jeszcze wysadzić całą salę, dla jego uciechy?! - warknął, zamachnąwszy się kubkiem, jednak po chwili odłożył go wiedząc, że ktoś może to usłyszeć, a wtedy koniec z błogim spokojem. Nagle rozległ się hałas, przypominający wybuch, przy której ziemia się zatrzęsła. Prime podbiegł do okna i zobaczył, jak z ognistoczerwonego portalu wyskakują Decepticony. Na twarzy Optimusa wykwitł wredny uśmieszek.
- W samą porę, już myślałem, że zacznę rozwalać ściany. - wyleciał z pokoju, jak oparzony, wpadł w tamtym momencie na WingSabera.
- Co jest, Prime?! - spytał biały lekko zamroczony z powodu bliskiego kontaktu jego głowy z tytanową ścianą.
- Wstawaj, Wings. Czas na Super Skrzydła - powiedział dziwnym tonem. Podekscytowanym?
- Prime, dobrze się czujesz? - spytał WingSaber z lekkim niepokojem, nie tylko ze względu na ton głosu dowódcy, ale też to, że dotąd nie zwracał się do niego "Wings".
- Wyśmienicie - odparł Optimus, patrząc zaskoczony na WingSabera. - Skąd ci przyszło do głowy, że mogę się źle czuć?
WingSaber jednak milczał, pamiętał doskonale ostatnie dziwne zachowanie Optimusa. O mało wtedy nie dostał lania od dowódcy, a może czegoś gorszego.
- Nic, tak tylko spytałem - odpowiedział wymijająco WingSaber. Optimus skwitował to kiwnięciem głowy i zaczął biec w stronę wyjścia, a biały za nim, bojąc się nawet myśleć, co może się wydarzyć, kiedy Prime jest w TAKIM STANIE.
_________________________________-
No, to ładnie się zaczyna walka. Optimus oszalał? Czy to może wynik nacisku, jaki wywiera na nim LandMine? A może czegoś innego? Na te i inne pytania w następnej notce ;) Pozdrawiam wszystkich

ajanami 29/01/2010 18:15:03 [komentarzy 0] Komentuj

>> (21) 'Zdrajcy!' << (25.08.2008)

Walka na Gigantonie bardzo osłabiła Harpunę, którą, jakimś cudem, trafił któryś z trójki Autobotów. Dyszała ciężko, a jej ogon nie mógł uleżeć w jednym miejscu, widać było od razu, że jest wściekła!
- Chyba ci nie wyszło, co? - odezwał się z ciemności głos.
- Nie kpij ze mnie! - warknęła Harpuna, wracając do oblizywania swojej rany na boku. ów głos podszedł i odsunął jej twarz od rany i zaczął ją opatrywać z największą delikatnością.
- Wcale nie kpie, ale mogłaś bardziej uważać - odparł robot - Nie należy nie doceniać przeciwnika, sam się o tym kiedyś przekonałem.
- Taa i to nas właśnie łączy. ZEMSTA. - rzekła Harpuna, patrząc uważnie w fioletowe oczy - Prawda, StarScream?

- Dobra, wiemy już, że Optimus ma tam jakieś super zdolności, które sprawiły jakimś cudem, że HotShot, ScaterShot i RedAlert znowu stali się Obrońcami Cybertronu, a braciszka Megatrona zwróciło do życia. - rzekł po dłuższej chwili milczenia JetFire - To jednak nie wyjaśnia, skąd masz tę monetę, którą możesz zmusić Prima do czego ci się żywnie podoba?
- Tak poza tym, czemu wcześniej nie powiedziałeś, że masz coś takiego? - spytał niespodziewanie WingSaber - Wtedy moglibyśmy... - nie dokończył, bo Optimus zmierzył go jednym ze swoich najgroźniejszych spojrzeń.
LandMine obawiał się tego pytania (tego, które zadał Jeti).
- Cóż... - zaczął kręcić młynki kciukami - Nie chce żebyście uznali GO za kłamcę, albo coś, lecz nie miał innego wyjścia. Dał mi ją, gdy go spytałem o Heliosa. - LandMine westchnął ciężko - Moneta tak naprawdę należy do Vectora Prima.
Tego było już za wiele jak dla Autobotów.
- Nie wierzę ci! - warknął Scourge, przystępując krok do przodu.
- Co miałby zrobić z tą monetą Vector Prime? - spytała OverRide, kładąc rękę na ramieniu przywódcy Planety Dżungli.
Bardziej się pogrążam - pomyślał zdenerwowany LandMine.
- Teraz bardziej mi nie uwierzycie, ale... Ale Vector Prime nie przybył na Cybertron tylko ze względu na Czarną Dziurę - wyjaśnił, próbując opanować własne czujniki nerwowe. Optimus cały czas siedział na bladzie operacyjnym i myślał, że całe szczęście bo to co słyszał ścinało z nóg.
- Czyli? - spytała Olga, a Optimus nie chciał domyślać się do czego miałby użyć Vector tej monety.
- Czyli? - powtórzył LandMine w duchu ciesząc się, że dowódca się nie odezwał - Miał użyć monety, gdyby w poszukiwaniach Cyber Kluczy poszło coś nie tak.
Optimus właśnie takiej odpowiedzi się obawiał.
- To znaczy, że gdybyśmy stracili któryś z Cyber Kluczy, to poświęcono by mnie? - spytał dowódca, siląc się na spokojny ton głosu, ale i tak HotShot, JetFire, WingSaber i Shon przezornie odsunęli się od niego, tylko Sweendler został, nie rozumiejąc dziwnego zachowania czwórki robotów.
LandMine spojrzał wystraszonym wzrokiem na Optimusa. Zaczyna się - pomyślał staruszek, ściskając rękę na monecie, żeby w razie czego użyć jej.
- Nie wiem na czym by to polegało - odpowiedział zgodnie z prawdą - Vector Prime powiedział tylko, że to tylko w ostateczności.
- Czy to dlatego z taką determinacją szukał Szyfru Omegi i Cyber Kluczy? - wtrącił się ScaterShot. LandMine kiwnął gorliwie głową, dodając:
- Za żadne skarby nie chciał użyć monety!
- Więc czemu jej nie zniszczył?! - spytał nagle Shon, czując te same obawy co Optimus - Albo ty?! Czemu wciąż ona istnieje?!
- Bo się nie da jej zniszczyć! - zawołał LandMine, zwrócił się do Optimusa - Tylko ty to możesz zrobić i to tylko wtedy, kiedy zdobędziesz wszystkie trzy monety.
- Dlaczego dopiero wtedy?
- Nie wiem, tak powiedział Vector zanim... no wiesz...
Wszyscy zamilkli na wspomnienie poświęcenia Vectora Prima. Optimus miał spuszczony wzrok, nagle przed jego nosem zalśniła srebrna moneta, nie poczuł się jednak tak jak wtedy, czyli zniewolony, bez własnej woli. LandMine nie patrzył w oczy Optimusa.
- Proszę, nie jest mi potrzebna - powiedział poważnie żółty, zastanowił się i poczuł wstyd, że pomyślał, iż jego dowódca mógłby się na niego rzucić i coś mu zrobić. Znał go od małego, on taki nie jest!
Optimus uśmiechnął się i zamknął monetę w dłoni LandMine'a, ten spojrzał w żółte oczy z zaskoczeniem wymalowanym na twarzy.
- Ufam ci, jak nikomu innemu - odparł na pytające spojrzenie przyjaciela - Wiem, że nie użył byś jej przeciwko mnie. - odsunął ręce od ręki LandMine'a.
- No, cóż... dzięki - wybąkał żółty.
Optimus odwrócił się do pozostałych już swoim dawnym tonem.
- Słuchajcie wszyscy! Harpuna jakimś cudem dowiedziała się o lokalizacji portalu między światami, więc trzeba wokół niego rozstawić patrole i pilnować by nikt stamtąd nie przyszedł, albo wyszedł! - wszyscy zawołali, że tak jest, ale zanim wyszli Prime dodał groźniejszym tonem - I żeby żaden z was nie próbował wykraść monety od LandMine'a, czy zrozumieliśmy się jasno? - patrzał zwłaszcza na plecy WingSabera, któremu aż ciarki przeszły.
Wszyscy opuścili ambulatorium oprócz Optimusa, LandMine'a, RedAlerta, Sweendlera i Shona. Tym ostatnim zajął się od razu lekarz.
- Kiepsko powieka wygląda - mruknął Red, podświetlając rankę latarką. - Hm.
Optimus usiadł z powrotem na stole i przyglądał się oględzinom. LandMine schował monetę i podszedł do Sweendlera, zaczął go pchać w stronę wyjścia, choć malec się z początku opierał.
- Da się to wyleczyć? - spytał ostrożnie Shon, myśląc, że jeśli poruszy się zbyt gwałtownie to Red się zdenerwuje. Biały wyprostował się i pokręcił ponuro głową.
- Nie wiem, co ta gadzina ma w ogonie, ale to właśnie TA substancja spowalnia proces gojenia się ran - wyjaśnił spokojnie.
Optimus wyprostował się i spojrzał uważnie na lekarza.
- Czyli, że jeśli Harpuna zadałaby mi jakąś ciężką ranę... mógłbym nie przeżyć? - spytał Shon, chcąc nadać swemu głosowi zdawkowy ton. RedAlert kiwnął tylko głową, Optimus milczał. Zdaje mi się, czy Prime trochę zbladł? - pomyślał Shon. RedAlert przysiadł do komputera i zaczął coś na nim szybko klikać, na ekranie wyświetlały się szybko najprzeróżniejsze obrazy. Raz po raz lekarz łapał sie za głowę i jęczał, że ciężka sprawa, albo nic tu nie ma. Shon ostatecznie znudzony, wstał z krzesła i udał się do wyjścia.
- Skoro nie masz nic na to zadrapanie, to ja lecę. Nie zamierzam tu spędzić całej wojny - wyszedł z ambulatorium, a za nim Optimus. Nie odzywali się do siebie przez prawie całą drogę. Optimus zastanowił się nad tym "fenomenem". Odkąd Shon stał się Dragonerem rzadko ze sobą rozmawiali, może raz po raz, kiedy mijali się na korytarzach, ale to raczej były krótkie powitania, a nie jakieś długie rozmowy, jakie zazwyczaj prowadzili ze sobą. Nawet wspólne oglądanie gwiazd poszło w niepamięć!
- Co sie z tobą stało? - spytał nagle w absolutnej ciszy, co spowodowało, że rozległo się echo: "Stalo? Stało? Stało?".
- Ze mną? - powtórzył Shon, patrząc w żółte oczy z zaskoczeniem - Nie rozumiem.
Optimus pochylił się lekko w jego stronę.
- Chodzi mi o to, że odkąd wyglądasz, tak jak wyglądasz, przestałeś ze mną rozmawiać. Nawet gwiazdy przestaliśmy oglądać. To znaczy... - urwał, kiedy na twarzy chłopca pojawił się dziwny grymas, który bardziej oszpecał ranę na powiece.
- Więc mam przestać rozmawiać z innymi, tak Prime? - spytał oschle Shon.
- źle mnie zrozumiałeś... - zaczął Optimus, lecz chłopak dalej nie słuchał, transformował się w Dragon-mode i odleciał, zostawiając oniemiałego robota.
Shon odleciał daleko od miasta, gdzie było wystających z ziemi kawałków budynków pozostawionych przez mieszkańców Gigantona. Bardzo pragnął zostać sam i po prostu się przejść, jednak zostało mu to uniemożliwione przez WingSabera, HotShota, którzy z czegoś się chichrali, a stojący za nimi SkaterShot wyrażał mimiką swoją dezaprobatę na zachowanie kolegów. Nagle biały zauważył Shona, kiwnął na niego ręką na znak, że ma podejść. Chłopak uczynił to, ciekawy tego co tak bawi WingSabera i HotShota.
- Cześć, mały - szepnął WingSaber, szturchnął w bok błękitnego robota - Hot, zrób miejsce!
Shon został lekko popchnięty przez WingSabera i zobaczył, jak JetFire siedzi obok Olgi. Nie wyglądałoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że oba roboty się obejmują, a sama przywódczyni Dragonerów obejmowała dodatkowo ogonem nogę zielonego robota. Shon wskazał na nich palcem oniemiały, HotShot zrozumiał milczące pytanie:
- Tak, to jest dziewczyna Jecia - kiwnął głową, SkaterShot złapał za oba ramiona Shona i przyciągnął do siebie.
- Jak wam nie wstyd! - syknął ze złością - JetFire to nasz kumpel! I tak w ogóle nie ładnie jest podglądać!
- Taa, ale sam też go podglądałeś - zauważył Wings, wskazując oskarżycielskim palcem.
Niebieski zaczerwienił się lekko.
- Ale to był przypadek - wyjaśnił.
WingSaber uśmiechnął się w stylu: "Tak, oczywiście. Rozumiem", nagle wszyscy usłyszeli podniecony głos HotShota:
- Zaraz to zrobią!
Biały szybko sie odwrócił by popatrzeć, Shona to zdenerwowało. Zgadzał się ze SkaterShotem, nie ładnie jest podglądać! Transformował się się z powrotem w Dragonera i pociągnął ogonem za rękę niebieskiego robota. Schowali się w jakimś opuszczonym budynku, SkaterShot nie wiedział o co chłopakowi chodzi, ale kiedy ten nabrał głęboko powietrza, zrozumiał, lecz było już za późno na powstrzymanie. Shon ryknął potężnie, czym wystraszył dwójkę podglądaczy i zapewne obejmującą się parę. Nagle stamtąd doszły wrzaski JetFire'a:
- CO WY SOBIE, NA PRIMUSA MYŚLICIE?! WRACAĆ DO BAZY I NIE WYŚCIUBIAĆ MI STAMTĄD CZUJNIKÓW BEZ POZWOLENIA!!! MOŻECIE BYĆ PEWNI, ZE OPTIMUS ZOSTANIE O TYM POWIADOMIONY!!!
- Oj, będą wściekli - zauważył sceptycznie SkaterShot, na co Shon odparł:
- Sami się o to prosili.
- Dostanie nam się - nie dawał za wygraną niebieski, wciskając się bardziej w ciemność, gdyż dwojak podglądaczy właśnie przechodziła koło ich kryjówki, mrucząc między sobą:
- Jak ich tylko dorwę, to śrubki powykręcam!
Shon wyszedł z kryjówki, kiedy WingSaber i HotShot zniknęli w mieście, a za nim ostrożniej SkaterShot. Nagle podskoczyli na kilka centymetrów, kiedy usłyszeli tuż za sobą gniewny głos:
- No, no, kogo my tu jeszcze mamy?
Shon i SkaterShot obejrzeli się przez ramię. Z czerwonych okularów JetFire'a biła furia. Za nim stała Olga. Shon szybko odwrócił się do niej przodem i kiwnął głową, czyli to co należy się przywódczyni - szacunek. Nagle został złapany jedną ręką za pysk i znów patrzał w prost w oczy zielonego, które błyszczały niebezpiecznie. Shon nie przejął się nimi za bardzo, wysunął swoją paszczę i kłapnął na JetFire'a zębami.
- Nie bądź taki zazdrosny - rzekł poważnie - Poza tym powinieneś być nam wdzięczny. Ostrzegliśmy cię. - dodał, na co SkaterShot kiwnął gorliwie głową.
JetFire, jednak wciąż prychał ze złości. Olga stanęła po jego prawej stronie i położyła swoją dłoń na jego ramieniu.
- Nie bulwersuj się tym tak bardzo, nie zrobili nic złego.Poza tym, sam powiedziałeś, że prędzej czy później twoi koledzy się o nas dowiedzą. - powiedziała spokojnie Olga i jakby podświadomie jej ogon owinął się wokół nogi zielonego, na co ten podskoczył i wrzasnął, łapiąc ją za ręce:
- Nie rób tak!
Shon i SkaterShot wymienili zdumione spojrzenia i zaraz potem złapali się za usta by stłumić chichot. Zwiali kiedy już nie mogli wytrzymać, a dokładnie w momencie, gdy Olga powiedziała do JetFire'a niewinnym głosem, że jej ogon ma własny rozum i robi często coś w brew jej woli, na co zielony zrobił głupią minę. Gdy dobiegli do miasta obaj zaczęli ryczeć ze śmiechu, na co inne roboty patrzyły na to z największym politowaniem. Na szczęście lub nie, zauważyli ich, wymykający się z bazy, WingSaber i HotShot. Od razu do nich podbiegli.
- Zdrajcy! - syknął złowieszczo Wings - Zapłacicie za to!
Shon przestał na chwilę się śmiać i odparł:
- Zrekompensujemy wam to - chłopak szepnął coś na ucho SkaterShortowi, który po chwili zachichotał. Opowiedzieli co się działo, gdy ci zniknęli w mieści, dodatkowo pokazywali na sobie co robili JetFire i Olga. Kiedy skończyli WingSaber spojrzał zdziwiony na HotShota i po chwili cała czwórka tarzała się ze śmiechu. Ich radość minęła, gdy usłyszeli złowieszczy ryk:
- JUŻ PO WAS!!!
Spojrzeli wprost na lecącego w ich stronę zielonego samolotu Cargo. Cała czwórka siedziała na ziemi w bezruchu. WingSaber nawet zawołał, co może im zrobić, śmiejąc się, jednak urwał, kiedy pomiędzy jego nogami zostały wypalone dwie czarne dziury. Z broni Jeta unosił się lekki dym. WingSaber, HotShot, SkaterShot i Shon transformowali się i zaczęli wiać, a JetFire ich gonił wrzeszcząc co i gdzie im wsadzi. xD Wszyscy obserwowali, jak czterech dorosłych Autobotów + mały Dragoner gania się w okolicach bazy.
- Zachowują się jak dzieciaki - odparł, niezadowolony z zachowania towarzyszy, LandMine. Na te słowa stojący obok niebieski robocik zaczął się śmiać.
- Nic się nie zmieniłeś - rzekł, na co żółty uśmiechnął się do malca i znów obaj oglądali przez okno, co wyrabia piątka robotów. Akurat w tamtym momencie JetFire osaczył ich w zaułku i już zamierzał wykonać to co im zapowiedział, kiedy został powstrzymany przez Olgę, która złapała go od tylu pod ramiona, a przed zastępcą stanął Optimus, łapiąc go dodatkowo za bronie, które natychmiast mu wyrwał z dłoni. Obaj coś mówili, jednak Swenndler nie mógł tego usłyszeć, gdyż dzieliły ich nie tyle co szyba, ale i odległość, nie tylko w metrach...

ajanami 29/01/2010 18:01:17 [komentarzy 0] Komentuj

>> (20) Opowieść LandMine'a << (17.08.2008)

- Szkoda, że nie ma tu Shona - mruknął w końcu staruszek - W sumie, to po części i ludzi to dotyczy.
- Zaraz, zaraz. Mówiłeś przecież, że to dotyczy NAS TransFormerów, a nie ludzi? - zauważył SkaterShot.
- Owszem - potwierdził, a po chwili dodał - Jednak nikt z was nie wie, że ludzie byli byli w tym samym czasie co MY - TransFormerzy!. - nie zauważając zdziwionych min słuchających TransFormerów, zaczął opowiadać:
- Tę historię odkryłem ja, Adrasteą i FireShot za młodszych lat (A ja zawsze myślałem, że zawsze był taki - szepnął WingSaber do JetFire'a)., kiedy jeszcze nie było obowiązku pójścia do wojska. Lubiliśmy podróżować we trójkę po okolicznych planetach, przeszukując każde ich zakamarki w poszukiwaniu jakichś tajemnic. Pewnego razu zawędrowaliśmy się dalej niż kiedykolwiek. - LandMine zauważył, że do ambulatorium wszedł Shon a tuż za nim Loki, odetchnął i ciągnął dalej - Na ów planecie było wiele ruin, które niegdyś mogły zwać się zalążkiem wspaniałej cywilizacji. Technologie, które u nas zapoczątkowały dopiero miliardy lat później! Złożona architektura, której nie powstydziliby się i nigdy nie dopuścili do zatracenia tutaj na Gigantonie! I wiele, wiele innych cudów! Najbardziej niesamowite dla nas okazał się jednak jedyny ocalały budynek na całej planecie. Jak tylko weszliśmy do środka Adrastea od razu rzuciła, że to musi być główna świątynia i nie myliła się. Malowidła nad ołtarzem opowiedziały nam całą historię cywilizacji: jej początki i...
- Upadek? - wpadł żółtemu w słowo RedAlert, lecz LandMine od razu zaprzeczył ruchem dłoni.
- Wcale! To był dopiero początek NOWEJ cywilizacji! Cywilizacji Primusa i Unicrona!
- CO?! - zawołali wszyscy, nie mogąc uwierzyć w słowa, które powiedział LandMine.
- Primus i Unicron nienawidzili się od samego początku - rzekł Optimus, lecz od razu przerwał mu staruszek, mówiąc:
- Skąd możesz to wiedzieć skoro cię tam nie było?
- Ale Vector... - zaczął RedAlert.
- Nikt z was tak naprawdę nie spytał Vectora Prima o to co działo się, gdy ON był młodszy! - warknął LandMine, w ten sposób ucinając całą kwestię. Odchrząknął i ciągnął dalej:
- A więc, dokładnie sobie obejrzeliśmy te malowidła, jednak nic z tego nie rozumieliśmy. Widzieliśmy grupkę małych istot, które przypominały wyglądem ludzi, a obok tych postaci, były postacie TransFormerów, ale jak wam wspomniałem... Nic z tych bazgrołów nie mogliśmy odczytać. Aż w końcu FireShot odkrył jakąś kopułkę, a musicie wiedzieć, że charakterem wtedy przypominał HotShota - zerknął na błękitnego robota - Szybciej działał niż myślał. Nim ja lub Adrastea zdążyliśmy zareagować, on już nacisnął jakiś przycisk i włączył się hologram, ale wtedy nie wiedzieliśmy, że to tak się nazywa. Hologram przedstawiał jakąś postać siwowłosego staruszka, prawdopodobnie był kapłanem w tej świątyni. Po chwili przemówił:
- Pozdrawiam Cię przybyszu, któryś włączył hologramator. Zanim obejrzysz jej treść wiedz, że gdy to oglądasz, że ja jako jedyny ochotnik pozostałem na planecie, który postanowił zapisać naszą wspaniałą cywilizację by pozostała zapamiętana na wieki. Nazywaliśmy się Qeentensonii, a naszą planetę nazywaliśmy Qeentensonia. Szybko ewoluowaliśmy tylko i wyłącznie dzięki pomocy naszego Wspaniałomyślnej władczyni - Gai. Dawała nam światło i życie. Zwaliśmy się nieśmiertelnymi. żyliśmy w pokoju i dobrobycie u boku Gai, która wiecznie nam towarzyszyła. - LandMine urwał na chwilę i spojrzał po twarzach słuchających. Wszyscy wpatrywali się w jego usta, oczekując dalszych słów. żółty robot spojrzał uważnie wpatrzone w niego żółte oczy, uśmiechnął się pod nosem i ciągnął dalej - Zmieniło się to, kiedy Gai dostąpiła zaszczytu i urodziła syna. Cieszyliśmy się w raz z nią, lecz wkrótce radość przerodziła się w rozpacz. Wkrótce po narodzinach chłopca Gaia umarła.
- Zrozpaczony lud obwinił o śmierć przywódczyni jej synka, który nawet nie umiał mówić. Schroniliśmy się z Heliosem tutaj w tej fortecy zbudowanej specjalnie dla niego. Byłem jednym z jego strażników. W tym czasie, gdy malec uczył się chodzić, lud odwołał nowych władców: młodsi bracia Gai Primus i Unicron, którzy wspólnie i zgodnie rządzili Qeentensonią. Obaj natychmiast, dla spokoju swego siostrzeńca, zarządzili, iż jest zabronione wszelkie wspominanie o synu Gai. Tylko w ten sposób mogli uratować Heliosa. Jego imię zostało zapomniane i dziecko w niewiedzy o swoim pochodzeniu i prawdziwym imieniu, rozwijało się. Jego moc rosła z każdym dniem, jednakże był jeszcze zbyt mały by umieć się nią posługiwać. Nasza cywilizacja też się rozwijała. Lecz to co kiedyś się zaczęło musiało się kiedyś zakończyć.
- Spadła na nas okropna zaraza! Qeentesonii zaczęli wymierać! Primus i Unicron również na nią zapadli! Już myśleliśmy, że nikt nie ocaleje, kiedy Helios pobiegł na sam szczyt świątyni i stamtąd spojrzał w gwieździste niebo. Byłem tam waz z nim. "Mahon?" zwrócił się do mnie "Czy moja mama jest tam na górze?". "Owszem, paniczu" odpowiedziałem, choć wcale nie byłem tego taki pewny. "Nie chcę by ktokolwiek umierał" rzekł poważnie Helios i... wtedy się zaczęło. Jego postać zajaśniała, oświetlając całą stolicę. Kiedy się to skończyło, nie mogłem od razu poznać własnego ciała. Było całe metalowe! Nie tylko ja się tak zmieniłem. Wszyscy ocaleni zamiast normalnych ciał byli okryci metalem, a ich serca błyszczały delikatnie w piersiach. Wkrótce jednak okazało się, że mogliśmy wrócić do swoich dawnych ciał, lecz wielu wolało nie ryzykować. Zaraza jeszcze była w powietrzu. Lecz nie tylko to mnie martwiło. Po chłopcu nie było ani śladu. Szukałem go wszędzie lecz i tak to nic nie dało. Helios odszedł, ratując lud Qeentesonów, który o nim zapomniał, przed całkowitą zagładą.
- Po tysiącach lat, lud nie pamiętał już, jak się zmieniać z powrotem w Qeentesonów i powoli zatracało swą przynależność do nas. Także i braterskie więzi zostawały zrywane. Primus i Unicron rozpoczęli ze sobą walczyć. Lud podzielił sie na dwoje! Rozpoczęła się między nimi wojna. Niewielu, którzy nie chcieli w niej uczestniczyć, czyli ja i pozostali opiekunowie Heliosa, ukryliśmy się przed nią w świątyni, która dotąd była najlepszą fortecą przed wrogimi istotami z zewnątrz.. Nikt nie potrafił się przez nią przebić. Ostatecznie Zwolennicy Primusa wynieśli się z Qeentensonii, a Unicron i jego ludzie za nimi. Wtedy wyszliśmy z ukrycia, jednak nic nie dało się już zrobić. Cała planeta była zrujnowana! Nasza niegdyś wspaniała cywilizacja wymarła! Jednak nie mieliśmy za złe Heliosowi, który swym niewinnym poświęceniem, nas ocalił, nie mógł wiedzieć, że jego dar przerodzi się w broń...
LandMine przerwał i westchnął przeciągle.
- Wtedy musieliśmy przerwać nasz "film", bo nastąpiło trzęsienie ziemi i budynek zaczął się zawalać. Jednak zanim całkiem opuściliśmy świątynię usłyszeliśmy za sobą niewinny chłopięcy głos: "Moja moc wciąż jest w WAS!". Szybko odlecieliśmy z planety, która została zniszczona przez wybuch najbliższej gwiazdy.
W ambulatorium przez dłuższą chwilę panowała napięta cisza, w której każdy oczekiwał dalszych słów LandMine'a, lecz ten wzruszył tylko ramionami i rzekł:
- Oto cała historia.
Pierwszy z osłupienia ocknął się Optimus.
- Jednak to nie wyjaśnia co JA mam z tym wspólnego - zauważył, na co kilkoro Autobotów pokiwało zgodnie głowami.LandMine uśmiechnął się pod nosem, podszedł do siedzącego Optimusa i pochylił się nad nim, mówiąc cicho:
- Wiedziałem, że tak powiesz. Dlatego mam coś co na pewno sprawi, że uwierzysz. - nagle wystawił przed nosem dowódcy jakiś okrągły przedmiot z wyrytym znakiem. Nagle z ciszy rozległ się śmiech.
- Dziadku, co chcesz z tym zrobić?! Zmusić Prima do posłuszeństwa?! - zawołał WingSaber, wskazując na krążek palcem i zwijając się ze śmiechu. LandMine uśmiechnął się z diabelskim błyskiem w oku.
- Bądź tak miły i ukarz tego nikczemnika, ale łagodnie. - zwrócił się do Optimusa, uprzejmym tonem.
Ku zaskoczeniu zebranych ich dowódca wskazał na WingSabera palcem, a potem... WingSaber wisiał głową w dół. Nikt jednak nie śmiał się z tego. Byli zbyt wielkim szoku, by jakkolwiek zareagować, Wings wrzeszczał: "ZDEJMIJCIE MNIE STAD?! SAM UMIEM LATAĆ!". LandMine polecił Optimusowi wstać i on to zrobił. Wszyscy wpatrywali się w niego z szokiem wyrytym na twarzy, nawet WingSaber przestał wierzgać. Nagle żółty robot zakrył znak i wtedy Optimus się ocknął, a zaraz potem wrzasnął:
- Co to miało być, LandMine! - nagle za jego plecami rozległ się hałas i WingSaber wylądował twarzą na ziemi.
- Wybacz - bąknął Prime zmieszany. - Nie chciałem tego zrobić, naprawdę...
- A może chciałeś, a tego nie wiesz? - zauważył LandMine.
- TO TY MI KAZAŁEŚ TO ZROBIĆ! - warknął Optimus, pokazując żółtemu zaciśniętą pięść, jednak ten nadal się uśmiechał. Nagle Shon zrozumiał.
- Optimusie, wiesz coś ty powiedział? "Kazałeś to zrobić".
- Jak... - zaczął Prime, lecz szybko przerwał mu Shon:
- LandMine mi o tym opowiadał! Mówiłeś mi o pewnym micie - o monetach, które zostały stworzone by mieć kontrolę nad pradawną mocą i jeżeli ktoś zbierze je wszystkie...
- Będzie miał władzę nad ów mocą - dokończył za chłopca LandMine - Zgadza się w stu procentach.
- To oznacza, że jestem właścicielem pradawnej mocy - zauważył sceptycznie Optimus, po chwili prychnął - Co za bzdura.
- Nie, posiadasz tylko jej cząstkę, może nawet większą. - odparł staruszek.
- No to jestem posiadaczem, CZĄSTKI tej mocy.
- Coś mi się widzi, że nie uwierzyłeś? - zaczął LandMine, podchodząc do Optimusa szybkim krokiem - A może chcesz kolejnego dowodu? - Machnął mu przed nosem monetą i tym razem Prime odruchowo zakrył oczy rękoma, mówiąc szybko: "Nie, dzięki", na co LandMine się zaśmiał, lecz po chwili przestał się śmiać i mruknął.
- Chcesz wiedzieć naprawdę skąd to wiem?
Wszyscy spojrzeli na żółtego uważnie. LandMine zaczął iść w stronę Shona i Lokiego.
- Bo tak naprawdę nie pozwoliłeś odejść swemu przyjacielowi na zawsze. Prawda - pochylił się nad Lokim - Swee?
Optimus nie mógł uwierzyć własnym czujnikom.
- Sweendler? - zaczął, lecz po chwili westchnął ciężko i kręcąc głową, podszedł do przyjaciela. - Ech, nie chcę cię martwić, ale... tobie chyba powoli czujniki logiki zaczynają szwanko... - nagle urwał, kiedy położył dłoń na ramieniu Lokiego. Ku zaskoczeniu wszystkich pomarańczowa zbroja robotka zaczęła się zmieniać i po chwili stał niebieski robot z całkiem innym kształtem zbroi. Prime oderwał rękę od robotka i znów stał przed nim pomarańczowy Loki, który uśmiechał się z zakłopotaniem.
Po dłuższej chwili z osłupienia pierwszy obudził się HotShot.
- Dobra... Pytam się co to było i w kogo zamienił sie mały Loki? - spytał, wskazując na pomarańczowego robota. Na to pytanie odpowiedział mu Shon:
- W siebie. - wszyscy spojrzeli na niego, oprócz Optimusa, który patrzył na Lokiego w szoku - Loki naprawdę jest Seendlerem. Przyznał się do tego niedawno.
- Taa i umiem też coś takiego! - zawołał wesoło chłopiec, zrobił dziwną minę i po chwili stał przed nimi Loki, ale już cały niebieski. - Fajne, co? - okręcił się o 360 stopni, ukazując się w całej okazałości. Optimus z wrażenia usiadł na blacie stołu i cicho westchnął, zakrywając oczy ręką. Nagle usłyszał tuż przed sobą zawiedziony głosik:
- Obiecałeś, że nie będziesz płakać.
Optimus oderwał natychmiast dłoń od twarzy i spojrzał ostro w błękitne oczy.
- Nie płaczę! - warknął. Nagle Sweendler zaczął się śmiać.
- śmiesznie wyglądasz, kiedy się marszczysz - zauważył. Optimus odwzajemnił uśmiech, po namyśle rzekł wesoło:
- A ty dużo lepiej wyglądasz w niebieskim. - po chwili wszyscy zaczęli się śmiać. Jednak każdy z nich w głębi duszy wiedział, że to nie koniec wyjaśnień.

ajanami 29/01/2010 17:48:55 [komentarzy 0] Komentuj

>> Przeszłość (3): Nie dała mi wyboru << (09.082008)

Z powodu braku pomysłu na opowieść LandMine'a ciągnę dalej przeszłość.


Dziwne zachowanie Ariel dało Optimusowi nieźle do myślenia. Nie potrafił się na niczym skupić o czym od czasu do czasu przypominał mu LandMine. Pewnego razu dostał nawet po głowie od staruszka.
- Za co?! - spytał z wyrzutem, na co LandMine, nie patrząc na młodego, rzekł krótko: "Skup się", ale Optimus nie potrafił! Wciąż myślami uciekał gdzieś indziej. W końcu, nie mogąc już dłużej tego znieść, wstał od biurka i bez słowa wyjaśnienia wyszedł, zostawiając oniemiałego LandMine'a w gabinecie. Chodził po całym Centrum Dowodzenia, niczym z truty i nawet nie zauważył, przechodzącego obok Wheel Jacka (po prostu Wheel) - nowy nabytek wojskowej elity. Geniusz w dziedzinie technologii i nie tylko.
- Hej szefie, co jest?! - zawołał robot, wyrywając Optimusa z zamyśleń. Tylko Wheel Jack mówił do młodego komandora szefie, nawet jeśli jest troszeczkę starszy od niego.
- Cześć, Wheel - odezwał się Optimus, na którego twarzy pojawił się wymuszony uśmiech - Nic. Absolutnie nic. Same nudy.
Wheel Jack spojrzał uważnie na swojego dowódcę. Od razu poznał, że coś Optimusa trapi i nawet wiedział co. Nie od parady był nazywany geniuszem.
- Szefuniu? Wiem, że coś cię trapi - na zdumione spojrzenie Optimusa, dodał - I nie próbuj się wymigać! Wiesz doskonale, że ja się nie dam tak łatwo zbyć, jak pozostałym. - rozejrzał sie wokół i zniżył głos - Proponuję jednak bardziej ustronne miejsce, bardziej dogodne do zwierzeń.
Optimus z wolna podążył za zadowolonym z siebie Wheel Jack'iem, któremu z resztą nie zamierzał się z niczego zwierzać. Jednak i tak dziwił się samemu sobie, że za nim idzie, że nie zaprzeczył gwałtownie. Może właśnie potrzebował kogoś takiego, jak WheelJack, który od razu weźmie go na bok, a nie wciąż strofuje za nieuwagę. Kiedy, za usilną namową LandMine'a i FireShota, zatrudnił WheelJacka, to nie był na początku... przekonany o słuszności tej decyzji. Już na dzień dobry WheelJack wywalił się na twarz ^.^' i jeszcze do tego rechotał się z tego, jak wariat, mówią, że niezdara z niego. Ty sposobem zraził do siebie Optimusa, który za nic nie chciał się do niego zbliżać, a co dopiero zostać z nim sam na sam. A teraz? Idzie za Wheelem, w pełni tego świadomy. A może nie? Przecież bardzo się martwił zachowaniem Ariel.
Oboje szli w milczeniu, raz po raz Wheel Jack witał się z przechodniami z ogromnym entuzjazmem bardzo nie podobnym do jego wieku, zwłaszcza, że musiał, tak samo jak Optimus, pamiętać rządy Rady. Czerwono-niebieski, robot po raz pierwszy odkąd Wheel zaczął tu pracować, nie miał tak naprawdę okazji poznać nowego podwładnego, który, jak słyszał od wielu innych, a zwłaszcza od Winda i pozostałych przyjaciół, jest duszą towarzystwa oraz lubił dużo się śmiać. W końcu Optimus postanowił się odezwać, bo czuł, że właśnie tego od niego oczekuje starszy robot.
- Mówiłeś, że wiesz co mnie trapi, tak? - Optimus sądził, że Wheel tylko udawał, że wie, a na serio naprawdę tak nie było, więc bardzo się zdziwił, kiedy usłyszał:
- Pewnie szefuniu, a tym utrapieniem jest pewna śliczna różowa botka, której imię jest na A - mówiąc to spojrzał znacząco na Optimusa, który zarumienił się obficie. - I od razu ci mówię. Powiedz jej to co czujesz, bo inaczej będzie za późno.
Optimus nic nie rozumiał ze słów Wheel Jacka.
- Wheel? Co masz na...
Robot nagle zatrzymał się i Prime nie czuł już bijącego od Wheela optymizmu. Oparł się rękoma o ścianę.
- Kiedy byłem w twoim wieku spotkałem dziewczynę. Bardzo ładną, która kochała oddychać pełnią życia, tak samo jak ja. Jednak zwlekałem z okazaniem jej uczuć, bo bałem się odrzucenia. Oboje bawiliśmy się w podchody i kiedy już byłem, że ona czuje to samo do mnie, to... było już za późno. - głos Wheel Jacka się załamał. - Zginęła w walce i nawet nie zdarzyłem się z nią pożegnać, a dopiero co wyznać jej co czuję do niej.
- Wheel... - zaczął niepewnie Optimus, lecz szybko przerwał mu Wheel Jack.
- Dlatego powinieneś jej to powiedzieć. - odezwał się z entuzjazmem robot, jakby to co mówił wcześniej było błahostką - Jeszcze dziś. - kiedy Optimus nie zareagował dodał - Chyba wiesz, gdzie ona jest, prawda szefuniu?
Prime zrozumiawszy, że Wheel już taki jest, uśmiechnął się i kiwnął głową.
- Dzięki - bąknął i pobiegł w przeciwną stronę.
- Powodzenia, szefie! - zawołał jeszcze za nim Wheel Jack, nim młody zniknął mu z oczu.
Optimus pobiegł od razu w jedno miejsce. W starą część Cyber City, gdzie jeszcze były ruiny dawnej świetności. Nie musiał długo szukać. Ariel siedziała na najwyższej zachowanej ruinie. Nie zauważyła mnie, jeszcze - pomyślał i zakradł się do niej od tyłu. Wziął kilka głębokich wdechów i odezwał się, jakby jej dziwne zachowanie poszło w niepamięć:
- Cześć, Ariel.
Robotka obejrzała się napięcie, lekko wystraszona, na co Optimus przyjął jej minę jakby to zrobił Wheel Jack. Zaśmiał się przyjaźnie.
- Czemu masz taką minę, jakbyś zobaczyła ducha? - spytał wesoło.
Ariel uśmiechnęła się delikatnie, ciesząc się, że zapomniał o wcześniejszym.
- Za długo przebywałeś na tamtej planecie - stwierdziła kwaśno, tak jak dawna Ariel, którą tak cenił Optimus.
- Mówisz o Ziemi? Ma bardzo ciekawych mieszkańców. - odparł Prime, usiadłszy obok robotki.
- Naprawdę? Może powinnam kiedyś tam polecieć?
- Może ze mną? - spytał szybko Optimus nim zdołał ugryźć się w język.
Ariel spojrzała na jego czerwoną twarz, podobną do jego lakieru na karoserii. Dobra, raz Autobotom śmierć - pomyślał, biorąc głęboki wdech.
- Pomyślałem, że może kiedyś razem... wybierzemy się na Ziemię. - spojrzał w różowe oczy Ariel z nadzieją. Dziewczyna była w szoku. Szybko jednak się otrząsnęła. Pokręciła przecząco głową.
- To nie jest najlepszy pomysł - rzekła, z suwając się z miejsca. A za nią Optimus.
- Dlaczego? - spytał.
Ariel nic nie powiedział, pokręciła jeszcze raz głową i udała się w stronę centrum. Optimus nie mógł pozwolić jej tak odejść.
- Stój! - zawołał za nią. W blasku najbliższej latarni błysnął czerwony znak Autobotów.
- To jest rozkaz! - warknął Optimus, to sprawiło, że usłuchała. Prime podszedł do niej od tyłu. - Odwróć się! - polecił, co z ociąganiem zrobiła. Na jej twarzy malowało się zaskoczenie. Optimus pochylił się nad nią.
- Opti...
- Ciii - szepnął i nim ta zdołała cokolwiek jeszcze powiedzieć, pocałował ją. A kiedy pojrzał ponownie w jej oczy to... uciekł!

Kilka dni później
- Strach mnie obleciał! Teraz to nie chce mnie nawet widzieć - wyznał Optimus Wheelowi, u którego siedział w domu. Od opowiedzenia przez geniusza opowieści o swoje niedoszłej dziewczynie, Optimus zaprzyjaźnił się z nim. Wheel Jack zdjął swoje gogle z oczu i spojrzał na młodego dowódcę z dezaprobatą.
- Bo jej kazałeś! - skarcił go Wheel i wrócił do swojej poprzedniej czynności, czyli do spawania jakiegoś kawałka żelastwa do większego kawałka żelastwa. - A jakbyś ty sie poczuł, gdyby ktoś ci kazał stanąć w miejscu, a potem bez twojej zgody cię pocałować.
- Chyba... chyba bym się wściekł - przyznał niechętnie Optimus, lecz natychmiast dodał - Ale ona nie dała mi wyboru!
- "Nie dała mi wyboru". Tak, łatwo się usprawiedliwiać.
- Usprawiedliwiać? - powtórzył z niedowierzaniem Optimus. Przed kim miał się usprawiedliwiać? Chyba nie przed Wheelem?
- Tak. - potwierdził i jakby usłyszał myśli młodego dodał - Usprawiedliwiać się przed samym sobą! - dźgnął go w pierś śrubokrętem - Bo nawet ty sam uważasz, że źle postąpiłeś.
- Acha i co jeszcze?
- A co powiesz na to, jak zachowało się twoje ciało? - spytał niespodziewanie. A kiedy Optimus milczał dokończył dobitnie - Uciekłeś, ha!
- Dobra, jak tylko uda mi się złapać Ariel, to ją przeproszę - rzekł Optimus dla świętego spokoju jednak Wheel pokręcił głową.
- To już nie będzie takie proste.
Optimus, nie mogący dłużej znieść karcącego tonu głosu Wheel Jacka, pożegnał się szybko, mówiąc coś o niezałatwionej sprawie z LandMinem i wyszedł. Tak naprawdę to była jego stała wymówka żeby się zmyć, albo wymigać się od jakiejś odpowiedzi, która nie bardzo mu pasowała. Szczerze mówiąc wiele się zmieniło w ciągu tych kilkunastu miesięcy odkąd był już... "dorosły". Kiedy się nad tym teraz zastanowił, to uznał, że dość łatwo było mu rozkazać Ariel stać w miejscu i nie tylko jemu. Wind i pozostali też się czasem trafiło, że dowcipy, które były na przykład niestosowne do sytuacji, były ostro torpedowane przez Optimusa.
- Taa, łatwiej jest komuś rozkazywać niż prosić - pomyślał na głos młody, kilku przechodniów obejrzało się na niego, jak na nienormalnego - Ale ona nie dała mi wyboru. - i tym razem te słowa odezwały się w jego głowie niczym echo słowa przyjaciela: "Przed samym sobą". Optimus, chcąc nie chcąc, musiał przyznać Wheelowi rację. Chciał usprawiedliwić się przed samym sobą, z tego powodu nie potrafił się skupić na czynnościach, które należały do jego codziennych obowiązków.
Nagle Optimus podniósł głowę do góry. Coś czuł. Prosto w niego leciał laserowy pocisk!
*~*~*
Bylem dla niego trochę zbyt ostry - pomyślał Wheel, wychodząc ze swojej pracowni. Nagle na niego wpadł Wind.
- Wheel Jack?! - młody rozejrzał się wokół - Gdzie jest Optimus?
Wheel wzruszył lekceważąco ramionami.
- Nie ma go tu?! - ton głosu Winda był coraz bardziej roztrzęsiony.
- Nie.
- To bardzo źle! FATALNIE! - zawołał Wind, łapiąc się za głowę - Radary wychwyciły sygnał Decepticonów!
Wheel Jack dalej nie słuchał. Od razu pobiegł w stronę Centrum Dowodzenia, modląc się w duchu, by Optimus był bezpieczny.
*~*~*
Na to Wheel nie mógł liczyć. Optimus był ostrzeliwany przez Decepticony, które na szczęście zostawili cywilów w spokoju i pozwolili im uciec. Miał tylko jedno wyjście: wezwać pomoc.
- Tu mówi Optimus - zaczął - Jestem ostrzeliwany przez wrogie siły, ich liczba... - zerknął przez kryjówkę, a po chwili ponownie się schował - jest ich około dziesięciu - w myślach: Na mnie jednego? Chyba sądzili, że będę z obstawą lub coś. Nastąpiła nagle kolejna tyraliera laserów, na co Optimus, zapominając, całkowicie o swoim stanowisku, wrzasnął przerażony - Pospieszcie się, proszę! Kończy mi się amunicja! I nie wiem, jak długo wytrzymam!
Po drugiej stronie nie odezwał się nikt. Może już lecą mu z pomocą? A może wbrew zapewnieniom Wheel Jacka, te nadajniki nie działają jak należy i nie usłyszał go żaden Autobot? Może zginie tu marnie i nawet powie Airel co naprawdę czuje, tak samo, jak Wheel swojej dziewczynie?
Przed twarzą Optimusa mignęła mu postać jego brata, a potem Sweendlera oraz Adraseti. Oni walczyli by ON, Optimus stanął na stołku komandora w tak młodym wieku. Poświęcili temu własne życie! Młody zacisnął dłonie na broni. Nie zmarnuję tego - postanowił w myślach. Zerknął ostrożnie przez kryjówkę. Decepticony zbliżały się do niego pewni siebie. Zbyt pewni. Myśleli pewnie, że jako dzieciak strach go obleciał. NIEDOCZEKANIE!!!
Ku ich zaskoczeniu, Optimus zaczął do nich strzelać! Kilku oberwało, pozostali się schowali, zostawiając rannych i sami zaczęli ostrzeliwać kryjówkę Optimusa. Jeden z Decepticonów zdołał jednak podkraść się za plecy Prime'a i wycelować w niego z broni. Już miał nacisnąć spust, gdy usłyszał za sobą:
- Nic, z tego kolego! - został szybko pozbawiony przytomności.
Optimus odwrócił się i zobaczył, jak jeden z atakujących go, stacza się na ziemię powalony przez różową botkę.
- Ariel? - Optimus nie mógł uwierzyć własnym oczom - Co ty tu robisz?
Dziewczyna podeszła do niego i spojrzała ostrożnie na wrogów.
- Jak to co? Wzywałeś pomoc, a że ja byłam najbliżej to przybiegłam czym prędzej - odpowiedziała i zaczęła strzelać, kilku z nich trafiła. - Nie mogłam pozwolić by mojemu chłopakowi coś się stało.
- No, to miłe - odparł, nagle uświadomił sobie co Ariel właśnie powiedziała. Odwrócił się twarzą do niej, zapominając się schować - Jestem twoim chłopakiem?!
- Uważaj! - zawołała Ariel, pociągając Optimusa ku sobie - Pierwsza sprawa: tak, druga: chcesz się zabić z radości?
Chłopak zaprzeczył ruchem głowy, uśmiechając się jednocześnie. Teraz walka przychodziła im łatwiej, jednak ich szczęście nie trwało wiecznie. Amunicja się skończyła, a na polu zostało jeszcze wiele Decepticonów. Kiedy wrogowie zaczęli się do nich zbliżać, Ariel w przypływie paniki, wychyliła się i rzuciła w napastników swoją bronią, która o dziwo, trafiła w głowę jednego z nich.
- ładny rzut - Optimus cudem zdołał uśmiechnąć się do Ariel, czując, że to i tak w niczym im nie pomoże. Różowa zaczęła cicho szlochać.
- Nie chcę umierać - jęknęła.
Optimus nic nie pozwiedzał, on też tego nie chciał, jednak nie mieli żadnej szansy. Objął Ariel, która odwzajemniła uścisk. Byli sami.
- No, no. Co za uroczy widok. - rozległ się za jego plecami szyderczy głos. Nagle Ariel została wyrwana z objęć Optimusa. Chłopak obejrzał się i spojrzał gniewnie na Decepticonów, jeden z nich śmiał DOTYKAĆ ARIEL!!!
- Nasz młody komandor nie stroni od ślicznotek - rzekł Decepticon, stojący najbliżej Optimusa - Pewnie masz ich na pęczki, co? - chwycił podbródek Ariel, zmuszając ją by na niego spojrzała. - A może zanim cię wykończymy, zabawimy się troszkę z twoją lalunią?
Tego było za wiele! Optimus nagle wstał i rzucił się na ów robota, lecz po chwili leżał z powrotem na ziemi, gdyż był zbyt niski i do tego nie doszkolony w walce wręcz. Zawsze wolał walki na długie dystansy.
- Stawiasz się?! - warknął Decepticon, celując w Prime'a z broni. - Zapamiętaj, że nikt nie ma czelności podnieść ręki na StarScreama, a zwłaszcza nie taki durny Autobot! - Już miał nacisnąć spust, gdy między nim, a Optimusem wylądowała metalowa tarcza.
Wszyscy, prawie jednocześnie, obejrzeli się w stronę miejsca z którego została rzucona stalowa tarcza. FireShot dyszał ciężko, co oznaczało, że to właśnie on rzucił ów przedmiotem. Za nim była cała elita Autobotów! Decepticony na ten widok przestraszyły się. Robot, trzymający Ariel puścił ją.
- Odwrót! - polecił StarScream, odwrócił się w stronę Optimusa. - A jeśli chodzi o ciebie... - strzelił zanim ktokolwiek zdołał zareagować. Poza jedną osobą!
W ciszy rozległ się przeraźliwy krzyk: ARIEL!!!

ajanami 29/01/2010 17:38:28 [komentarzy 0] Komentuj





>> Strona Główna <<

>> Licznik <<
258




>> Księga 0 <<
Dodaj do Księgi
Ksiega Gości



Dodaj do Ulubionych

>> Ulubieni <<





Wyniki psychotestu
21 - 24 - Optimus Prime
17 - 20 - WingSaber/JetFire
13 - 16 - HotShot
9 - 12 - ThunderBlast
5 - 8 - StarScream
0 - 4 - Megatron

>> Linki <<


Testy
Psychotest "Kim jesteś z TransFormerów?"


>> Archiwum <<

2010
Styczeń


>> szablon by ajanami <<