Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
>> Bonus: Pierwsza Gwiazdka Shona z Autobotami


>> Bonus: Pierwsza Gwiazdka Shona z Autobotami << (01.01.2008)

To jest notka specjalna napisana z okazji Wigilii Bożego Narodzenia i ukazująca sposób w jaki Świąteczny Czar potrafiła sprawić, że nawet najbardziej zdołowane serca brakiem nadziei (w tym wypadku iskry) mogą roztopić szczere i bezinteresowne intencje.
* ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ *
Osiemnastoletni Patrik czuł się przytłoczony tym wszystkim. Matka zmarła po narodzinach jego młodszego brata, a ojciec zginął trzy lata później w demonstracji, w której uczestniczył też brat czteroletni wtedy brat Patrika, a którą cudem przeżył. Teraz musiał chłopak podjąć pracę w kopalni energonu, jako kierowca dostawy by przeżyć z bratem zimę.
Kiedy składał podanie, poczuł ulgę, że rozmawia z człowiekiem, a nie z robotem, gdyby musiał rozmawiać z robotem, to z pewnością by nic nie powiedział i zwiał, gdzie pieprz rośnie!
Jednak pierwszego dnia w pracy poczuł blady strach, widząc w bramie dwójkę niezbyt radosnych robotów. Jeden był niebieski, a drugi ciemno zielony. Przejeżdżając obok nich starał się, na nich nie patrzeć. Gdy w końcu zaparkował, myślał, że odetchnie, lecz, gdy wysiadł zobaczył, że w kopalni pracują SAME ROBOTY!!!
Zatkało go na tak długo, że dopiero czyjś przyjazny, jakby chłopięcy metaliczny głos wyrwał go z odrętwienia:
- Widać, że jesteś tu nowy.
Patrik odwrócił się i spojrzał na zielonkawego robota, lecz znacznie niższego od dwójki przy wjeździe. Nastolatek przełknął ślinę.
- T-tak - wymamrotał - T-to mój pierwszy dzień.
Zielony podrapał się po głowie z zakłopotaną miną.
- Jeżeli cię przestraszyłem, to wybacz - rzekł i dodał weselej - Witaj w drużynie… eee… Możesz powiedzieć, jak się nazywasz?
Patrik już się na tyle uspokoił, że zdołał nawet uśmiechnąć się do robocika.
- Jestem Patrik Johns - przedstawił się.
Zielony robocik wyglądał na szczęśliwego, ale jakby sobie uzmysłowił co robi i szybko zrzedła mu mina. Patrik poczuł do tego “małego” dziwną sympatię. Jest jak nieszczęśliwe dziecko - pomyślał ze smutkiem.
Tydzień później Patrik musiał zabrać ze sobą do pracy młodszego brata, pięcioletniego Shona, który nawet nie zaprotestował, bo nie odezwał się do Patrika od roku. Chciał też pogadać dłużej z zielonym robocikiem, lecz tego nie było na stanowisku, a nawet ta dwójka przy bramie, gdzieś wywiała. Kiedy wysiadł na parkingu, to od razu podszedł do niego Kley Sunders jeden z “seniorów” dostawców w kopalni energonu.
- Słuchaj no młody tego co powiem i to uważnie, bo jak tego nie zapamiętasz to krucho będzie z tobą - rzekł do Patrika - Podejrzewam, że tak namiętnie szukałeś wzrokiem Clockera. Miły dzieciak szkoda, że tak skończył, niestety on i jego starsi kumple są na głównym placu, którego my, ludzie, powinniśmy omijać z daleka, zwłaszcza, kiedy są na nim Decepticony lub Garganty.
- Decepticony lub Garganty?
- To są dwie rasy robotów i to bardzo… nieprzyjemnych. Jeśli chcesz przeżyć nawet nie próbuj się do nich zbliżać - widząc, że Patrik jest przerażony tym dodał - Jednak rzadko się tu zjawiają, chyba, że nie będą mieli już czego podbijać, ale w to wątpię.
- A co z tamtymi? Raczej wyglądają podobnie - wskazał Patrik na bramę, przy której siadywała dwójka robotów. Kley wyglądał na szczerze wzburzonego!
- Nie waż się mówić tak o Autobotach! - fuknął - Są inni od Decepticonów i Gargantów i są znacznie odważniejsi niż ONI, kiedy po raz pierwszy ja przyjmowałem tu pracę nikt mi nie powiedział, że nie wolno zbliżać się do Gargantów i odważyłem się to zrobić!
- Co się stało wtedy? - spytał Patrki ze szczerym zainteresowaniem.
- Bydle mnie zaatakowało! - zawołał, szybko jednak ściszył głos - Zżarło mi nogę i już zamierzało dobrać się do reszty, gdyby nie JetFire…
- Kto to jest JetFire? - przerwał mu Patrik.
- JetFire, to ten ciemno-zielony, który zazwyczaj siedzi przy bramie z niebieskim SkaterShotem - odpowiedział Kley - Rzucił się na Garganta, którego odciągnął ode mnie, a Hot-Shot - to błękitny robot, zmienia się w stare Lamborgini Galardo - zabrał mnie do przychodni, w której już pracowali ludzie! Gdyby nie oni z pewnością bym tu przed tobą nie stał! Potem się dowiedziałem, że tego samego dnia przyleciały Decepticony i WYNAGRODZIŁY bohaterski czyn JetFire’a! Tak mu PODZIĘKOWALI, że jego miejsce na jakiś czas zajął MegaLion! Decepticony wolałyby żeby ludzie powymierali, ale gdyby tak się stało, to straciliby tanią siłę roboczą!
- Co mu zrobili? - spytał Patrik z szokowany, zapominając o Shonie.
- Co?! Pobili go! Użyli go sobie, jako worka treningowego! Jedynie z czego JetFire się cieszy jest to, że nie było świadków w ludziach! Dowiedziałem się tego od Hot-Shota, którego zresztą sam spytałem. Zanim wyjechałem zwinąłem małą grudkę energonu i odwiedziłem… - urwał, gdy rozległ się wokół krzyk, przywodzący na myśl kogoś będącego na torturach.
Patrik usłyszał za sobą współczujące głosy współpracowników:
- Znowu JetFire.
- Czego od niego chcą?!
- Najlepiej by było gdyby dali im spokój!
Patrik bał się tego dźwięku. Był bardziej przerażający od jakiegokolwiek Decepticona, czy Garganta! Jeszcze opowieść Kleya wystarczyła mu na resztę życia. Patrik postanowił zrezygnować i to jak najszybciej!
- Shon, zbieramy się stąd - wymamrotał, jednak nie uzyskał odpowiedzi. Patrik spojrzał do ciężarówki, lecz jego brata nie było! Nagle usłyszał krzyk Kleya:
- Co ten dzieciak wyprawia?!
Patrik spojrzał w tamtym kierunku i poczuł, jak krew odpływa mu z twarzy. Shon znikał po drugiej stronie góry!
- Shon - szepnął przerażony Patrik. Zeskoczył z ciężarówki i poleciał za bratem, za nim pobiegło jeszcze kilku kierowców. Gdy ominęli górę to aż ich zatkało.
Patrik zobaczył, jak Shon stoi rozłożonymi ramionkami przed zmaltretowanym ciemno-zielonym robotem, miał bardzo zdeterminowaną minę.
- Zjeżdżaj dzieciaku! - warknął czołg i strzelił do Shona! Chłopczyka ominęły, lecz ten nawet nie drgnął!
- Ogłuchłeś?! - warknął ponownie robot, wtedy po raz pierwszy od roku Patrik usłyszał głos swojego braciszka:
- Zostaw go! Nic ci nie zrobił - zawołał poważnym tonem.
Decepticona wyraźnie zatkało, lecz tylko na chwilkę. Gdy oprzytomniał był wyraźnie wściekły!
- Powiedziałem… ZJEŻDŻAJ!!! - i zamachnął się by kopnąć Shona, który natychmiast zamknął oczy.
- SHON!!! - ryknął Patrik ze łzami w oczach. Spodziewał się, że jego brat wyląduje na ścianie góry, gdy zobaczył, jak JetFire wstaje szybko, choć tak mocno poturbowany, a jednak mogący wstać i ruszyć na Decepticona. Gruchnęło metalem i oba roboty wylądowały na ziemi. Pierwszy wstał Decepticon, był już dosłownie w pieniony!
- Jeszcze ci mało?! - warknął w furii i kopnął leżącego JetFire‘a!
Zielony zakaszlał i w stanął na klęczki, chwytając się za brzuch. Spojrzał na chłopczyka, którego odciągnęła ukradkiem grupka ludzi prosto w ramiona nowego kierowcy, który przytulił go płacząc.
- Gdybym mógł… - wyjąkał - …zrobiłbym to jeszcze raz - po chwili warknął z mocą - Tylko świnie biją dzieci!
- Ty… - zaczął Deceptiocon, ale nie mogąc znaleźć odpowiednich słów kopnął ponownie JetFire’a w brzuch - Nie waż się tak więcej mówić! - i odszedł.
Gdy tylko zniknął podbiegły do niego pozostałe Autoboty i próbowały pomóc koledze wstać, lecz ten odtrącił ich krzycząc wyraźnie załamany:
- Zostawcie mnie!
Shon został odciągnięty przez brata siłą.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Shon chciał jechać z bratem do kopalni zobaczyć się z ciemno-zielonym robotem, lecz ten stanowczo odmówił!
- Nie mam zamiaru cię zabierać tam, gdzie może stać ci się krzywda! - warknął.
Shon chciał zaprotestować, chciał wyjaśnić, że robot teraz potrzebuje opieki, ale nic nie powiedział. Patrik odjechał do pracy, której wprost nienawidził, lecz innej nie miał, a Shon został sam w domu.
Niespodziewanie zaczął padać śnieg. Płatki spadały na parapet w pokoju Shona, który obserwował ich powolny lot. Wtedy chłopczyk postanowił, że wbrew woli brata pójdzie odwiedzić robota!
Ubrał się ciepło i wybiegł z domu, zatrzaskując za sobą drzwi i ruszył w stronę kopalni, która była widoczna z domu. Długo szedł, wydawało się wprost, że góra wcale się nie zbliża, a wręcz się oddala. Godzinę później, gdy rączki i nóżki Shona wyraźnie się odmroziły, kilka metrów od niego nagle zatrzymał się błękitny samochód. Cofnął się i zamienił w robota. Shon od razu rozpoznał w nim jednego z Autobotów, bo miał ten charakterystyczny czerwony znak na piersi, który miał ciemno-zielony.
- Cześć - przywitał się Shon, uśmiechając się przyjaźnie.
- Nie boisz się mnie? - spytał zaskoczony błękitny.
Shon pokręcił przecząco głową.
- Nic mi nie zrobisz, nie? Więc czego się tu bać?
- Racja - zgodził się z uśmiechem Autobot - Jestem Hot-Shot - dodał - To chyba ty wczoraj stanąłeś między JetFirem i tym osłem Destrucktorem, co?
Chłopczyk kiwnął głową.
- Jestem Shon - przedstawił się, kłaniając się główką - Idę do kopalni.
Hot-Shot podrapał się po głowie.
- Cóż, raczej to głupi pomysł żeby iść na piechotę tak daleko - odparł - Czy nikt nie mógł cię podwieźć?
- Brat nie chciał - odpowiedział Shon ze smutkiem - Powiedział, że to dla mnie niebezpieczne.
- Głupio myśli, skoro uważa, że przy nas może ci się coś stać^^
- No właśnie^^ - zgodził się ochoczo Shon i dodał nieśmiało - A może… może ty mnie podwieziesz, Hot-Shot?
Autobot podrapał się po brodzie i zrobił minę jakby się nad czymś głęboko zastanawiał.
- Niech no pomyślę… - odparł, ale po chwili dodał wesoło - Jasne, mały. Wskakuj! - zamienił się z powrotem w samochód, do którego z ochotą wszedł Shon.
- Nieźle zmarzłeś - rzekł Hot-Shot - Zaraz ci się zrobi ciepło, jak w domciu^^
Wystartowali z piskiem opon. Shon był zachwycony przejażdżką.
- A więc… co cię sprowadza do NASZEJ kopalni? - spytał nagle Hot-Shot, robiąc nieprzyjemny nacisk na “naszej”.
- No… - zaczął niepewnie Shon - Sam nie wiem… może mi żal…
- Kogo?
- No, twojego kolegi, ciemno-zielonego robota, który uratował mi życie.
- Masz na myśli, JetFire’a?
- Tak. Chciałbym go odwiedzić, podziękować.
- Cóż, warto spróbować, ale mówię ci, Shon, JF popadł w dość GŁĘBOKĄ depresję - powiedział Hot-Shot - To się już zdarzało, ale nie na taką skalę! Wygląda na takiego, który ma wszystkiego dosyć, że nie chce mu się ŻYĆ!
- Dlaczego? - spytał zszokowany Shon.
Hot-Shot przez chwilę milczał, jednak po chwili westchnął przeciągle i troszkę zwolnił.
- To długa historia…
- Lubię długie historie^^ - przerwał mu szybko Shon.
- No, dobra, skoro chcesz, ale ostrzegam, że większa część tej historii nie jest przyjemna… To się zdarzyło w zeszłym roku, wtedy pozwalali jeszcze JetFire’owi opuszczać teren kopalni, po pewnym zdarzeniu zabronili mu CAŁKOWIECIE!
- JetFire, skorzystał z zaproszenia swojego przyjaciela i poleciał na pokojową demonstrację, ale tylko jako obserwator, nic więcej. Nie wolno nam było uczestniczyć w tego rodzaju przedsięwzięciach. To co się wydarzyło pod koniec było czymś co sprawiło, że dotąd cichy JetFire się zbuntował! Spóźnił się na demonstrację, bo ODWIEDZIŁY nas Decepticony ze swoimi pupilkami Gargantami! Gdy tylko się zmyli, JF poleciał do miasta, ale tam spotkał… pupilków Decepticonów, rozprawiającymi się krwawo z demonstrantami! Nie wolno nam było się wtrącać! - Lecz przy ciele jego przyjaciela klęczał mały chłopczyk, wył tak głośno, że zainteresował Garganta! Nie wiem co zrobił dokładnie wiem tylko z pogłosek, że zaatakował Garganta, nie wiem, czy uratował dzieciaka, ale Decepticony odesłały Garganty i zajęły się JF’em. Już dawniej się go czepiali, bo był zbyt blisko Optimusa, ale nigdy tak bardzo! Nie wiem czemu popadł w depresję, akurat teraz, ale myślę, że to ma coś wspólnego z demonstrantami… Hej! Słyszysz mnie?! Hej!
Shon milczał. Wiedział co to było za demonstracja, kim był przyjaciel JetFire’a!
- Ja znam tego chłopczyka - mruknął ponuro Shon.
- Serio? O_O - zdziwił się Hot-Shot - Więc wiesz jak się czuje, tak?
Shon kiwnął głową, nie był jednak pewny czy błękitny to widział, lecz ten odparł radośnie:
- Powinieneś to powiedzieć JF’owi. Z pewnością się ucieszy.
- Może - mruknął Shon.
Hot-Shot przyspieszył i już wkrótce stanęli przy bramie do kopalni. Od razu odezwał się niebieski robot.
- Nareszcie, Hot-Shot! Gdzieś ty się podziewał?! Mogły zjawić się te popaprane Decepti-głomby!^~^
- Nie przylecą, bo już się pobawili - odparł gorzko Hot-Shot i dodał ciszej - Mam tu pewnego gościa, specjalnie dla JF’a i wolałbym żeby ludzie go nie zauważyli.
- Kto taki? - spytał podejrzliwie niebieski.
- Chciałbyś wiedzieć co, SkaterShot? Ale ci nie powiem, bo to niespodzianka dla JF'a, nie dla ciebie - stwierdził Hot-Shot i wjechał na teren kopalni z piskiem opon.
- Jak się transformujesz, Hot-Shot, to otrzep się ze śniegu! - zawołał za nim SketerShot.
- To samo mógłbym powiedzieć do ciebie! - odwrzasnął Hot-Shot, po chwili zatrzymał się gwałtownie kilka metrów za jakimś dużym budynkiem, trochę dalej za głównym placem.
- I jesteśmy na miejscu - odparł radośnie Hot-Shot.
Shon wysiadł z samochodu na śnieg. Hot-Shot od razu transformował się w robota i, tak jak mu zalecił SkaterShot, otrzepał się ze śniegu.
- Rany! - jęknął niezadowolony - On włazi dosłownie WSZĘDZIE! Co tam u naszego bohatera? - dodał, zwracając się do ogromnego metalowego lwa, który spoglądał na Shona niezbyt zachwyconym jego widokiem.
- Źle! - warknął - A jeszcze gorzej będzie się czuł, gdy zobaczy tego smarka! - wskazał głową na chłopca.
Hot-Shot położył pięści na biodrach i spojrzał karcąco na lwa.
- A ja myślę, że poczuje się znacznie lepiej - odparł, zwrócił się do Shona z uśmiechem - Chodź za mną.
Robot podszedł do ogromnych drzwi i otworzył je lekko, lecz żaden nie zdążył wejść, gdy dopadł ich gniewny krzyk JetFire’a:
- SPADAJCIE!!! NIE CHCĘ WIDZIEĆ ŻADNEGO ROBOTA!!!
- Słyszeliście? Nie chce nikogo widzieć - powtórzył lew.
- Jakbym sam nie usłyszał! - warknął cicho Hot-Shot i odwrzasnął JetFire’owi - Zachowujesz się, jak rozkapryszona panna, JF! Dobra Shon, odwiozę cię do domu - spojrzał w dół, lecz nie zobaczył już małego chłopca - Gdzie się podział? - zobaczył ślady małych stópek na śniegu w kierunku drzwi - ON TAM WLAZŁ!!!
Shon poczuł się głupio, gdy stanął przed poturbowanym robotem, który zresztą był odwrócony twarzą do ściany. Kroki chłopca były ciche ze względu na ocieplane botki. Jednak nie mógł tak cały czas milczeć, musiał się odezwać.
- Cz-cześć - wyjąkał cichutko, co wydawało mu się w tej grobowej ciszy nawet za głośne.
Ciemno-zielony robot poruszył się, jakby się przestraszył i odwrócił gwałtownie do Shona.
- Co tu robisz?! - warknął nieprzyjemnie - Nie chcę nikogo widzieć, czy to jasne?!
Shon przestraszył się troszkę, ale postanowił być dzielny.
- Mówiłeś coś innego! - odparł karcąco.
- Co takiego?!
- Mówiłeś, że nie chcesz widzieć żadnego robota, a ja robotem nie jestem! - odparł Shon dobitnie.
JetFire’a zatkało.
- Jak nic masz rację - stwierdził z niechęcią - Możesz więc siedzieć, ale milcz!
Shon kiwnął tylko głową.
JetFire z powrotem się położył, lecz tym razem na plecy i raz po raz zerkał na dzieciaka. Chłopczyk rozejrzał się w pierw wokół siebie, ruszył się kilka naście kroków i usiadł sobie pod ścianą, objął rękoma kolana i spoglądał na swoje buciki. JetFire uznał, dzieciaka za upartego, jak osła! A niech sobie siedzi! - pomyślał - Ja go nie prosiłem! Jednak po dłuższej chwili to milczenie doprowadzało go do szału, a zwłaszcza świadomość obecności kogoś w tym pomieszczeniu! Autobot usiadł gwałtownie i warknął na Shona:
- Spadaj, nie masz przyjaciół?!
Chłopiec spojrzał spokojnym wzrokiem na robota i pokręcił przecząco głową.
- Nie odezwałem się do nikogo od ostatniej Gwiazdki - powiedział.
JetFire chciał spytać, czemu, lecz szybko zrezygnował tylko rzekł:
- Jest już późno, lepiej wracaj do domu!
Shon wstał z podłogi i ruszył do wyjścia, lecz zanim całkiem wyszedł, odwrócił się do Autobota, nie ze współczuciem, lecz ze zrozumieniem. Gdy w końcu wyszedł JetFire odetchnął z ulgą. Myślał, że już nie zobaczy dzieciaka, lecz grubo się mylił. Nie tylko nie był to ostatni raz, a wręcz codziennie podwoził go Hot-Shot do kopalni!
Autoboty, za wyjątkiem Jeta, i Omnicony polubiły Shona. A Patrik nie miał bladego pojęcia, że jego braciszek zamiast grzecznie siedzieć w domu wędruje po “zakazanej” części terenu kopalni. A za każdym razem Shon odwiedzał JetFire’a!
- Czy tobie się tu nie nudzi? - spytał za którymś razem zrezygnowany JF, obserwując jak malec bawi się po cichu samochodzikiem, którego przyniósł ze sobą.
Shon zamrugał kilka razy oczkami.
- Wcale - odparł wzruszając ramionami, JetFire’owi przypominał ten ruch Hot-Shota - Brat często zostawiał mnie samego w domu, a ja potrafię milczeć wieki.
- Ale dziś jesteś wyjątkowo milczący - zauważył JF.
Chłopiec posmutniał.
- Dziś mija rok od śmierci mojego taty - mruknął ponuro, Autobot zauważył, jak Shon szybko otarł oczka i dodał z uśmiechem - Ale obiecałem sobie, że za trzy dni nie będę się smucić.
- A to niby czemu? - spytał z zainteresowaniem zielony.
- Bo wtedy jest Gwiazdka! - zawołał radośnie Shon.
JF na samo słowo Gwiazdka poczuł wewnątrz siebie wrzątek. Prychnął pogardliwie.
- Co się stało?!
- Co to za Gwiazdka, w której ludzie cieszą się w okresie niewoli! - warknął - A no tak, bo ludzie są WOLNI!!! A my Autoboty musimy siedzieć w tej GŁUPIEJ kopalni, na tej GŁUPIEJ planecie! Z dala od domu i przyjaciół! Jesteśmy sami! Nikt się nami nie przejmuje!
Shon wstał z podłogi i podszedł bliżej do łóżka robota.
- Wcale tak nie jest! - zawołał - Ludzie martwią się o was! Mówią, że Decepticony powinny dać wam spokój!
- Tak MÓWIĄ, ale NIC NIE ZROBIĄ, BO SIĘ BOJĄ!!! - wrzasnął.
- To nie tak! - zbliżył się jeszcze trochę, potem tego pożałował.
JetFire w furii zamachnął się lekko by nie uszkodzić dziecko, choć i tak ten przeleciał na pupie połowę pokoju.
- Wyjdź! - warknął robot i położył się do niego plecami.
Usłyszał, jak chłopiec wstaje i ucieka. Ludzie są tchórzami! - pomyślał JF.
Shon płakał gorzko! Nikomu nie jestem potrzebny. Nie spełniłem swojego zadania - pomyślał załamany. Chciał by wszyscy w Gwiazdce byli szczęśliwi, ale mu nie wyszło. Zobaczył wejście do opuszczonej groty kopalni, wszedł do środka, gubiąc nie chcący samochodzik i zagłębił się w niej. Chciał się ukryć przed wszystkimi. Najlepiej na zawsze!!!
JetFire’a obudził po dwóch godzinach Hot-Shot, który wpadł do pokoju zadyszany i zaczął szturchać robota.
- Nie widziałeś Shona?! - spytał natychmiast błękitny.
Przez chwilę JF nie wiedział o kogo chodzi, lecz szybko sobie przypomniał upierdliwego dzieciaka!
- Pewnie w domu - odparł zniechęcony i chciał się znów położyć, lecz Hot-Shot go powstrzymał wrzeszcząc:
- Nie ma! Jego brat tu jest i go szuka, mówi, że nie widział go od rana! Nikt nie wie gdzie jest?! Ostatni raz widziałem go, jak szedł do ciebie!
JetFire usiadł gwałtownie, gdy Hot-Shot to powiedział.
- Co ja zrobiłem? - wyszeptał zielony, wstał szybko z łóżka i ruszył za błękitnym.
Na terenie kopalni zewsząd rozlegały się wołania. Autoboty, Omnicony i ludzie, wszyscy szukali jednego dzieciaka!
JetFire nie wołał Shona, omijał jego brata szerokim łukiem. Obwiniał siebie o to, że chłopcu mogło się coś stać i to z jego winy! Przechodząc obok opuszczonej kopalni zatrzymał się i zbliżył do niej. Tu nie mógł się ukryć - pomyślał JetFire, gdy poczuł na sobie mroźne powietrze, dochodzące z wnętrza jaskini, zrobił jeszcze jeden krok i nadepnął na coś. Spojrzał w dół i zobaczył plastikowy samochodzik, którego przyniósł ze sobą Shon!
- Shon! - zawołał JetFire do wnętrza kopalni. Lecz jedynie co mu odpowiedziało to echo!
Odwrócił się stronę placu i ryknął:
- Chłopaki, chyba go znalazłem!!!
Tamci natychmiast się tu zjawili, a wraz z nimi kilkoro ludzi.
- SkaterShot, ty i Clocker pojedziecie do szpitala i powiecie, że niedługo zjawi się u nich dzieciak z podejrzeniem o hipotermię! - zakomenderował JF, a gdy tamci odjechali zwrócił się do Hot-Shota - Ty zawieziesz Shona i jego brata tak szybko jak tylko będziesz mógł - do MegaLiona - Ty i Hot-Shot podtrzymacie tą belkę, gdy będę wchodził i będziecie ją trzymał dopóki nie wyjdę z Shonem, jasne?
Tamci tylko kiwnęli głowami. JetFire bez dalszych ceregieli odwrócił się i spojrzał w głąb mrocznej kopalni. Przełknął ślinę i wszedł do środka, zostawiając z tyłu swoich towarzyszy, którzy podtrzymywali górną belkę, która wyglądała jakby miała zaraz się zawalić, a w raz z nią połowa góry.
JetFire szedł długo w dół, oświetlając sobie drogę reflektorem na czole. Nie sądził, że po tylu latach nie używania, może jeszcze działać. Wkrótce znalazł Shona schowanego między zapadłymi belkami.
- Jak ty się tu dostałeś? - szepnął JF i ostrożnie chwycił chłopca w dłoń. Ze strachem Autobot zauważył, że Shon jest zimny!
- Trzymaj się, Shon - wyjąkał zielony i ruszył w drogę powrotną do wyjścia. Znacznie szybciej dotarł do miejsca, w którym widać było z daleka małą plamkę światła. Nareszcie! Światło na końcu tunelu - pomyślał JF i troszkę przyspieszył. Odetchnął z ulgą, gdy w końcu wyszedł z tunelu. Hot-Shot i MeagaLion puścili belkę, która lekko opadła i podbiegli do kumpla, z tym wyjątkiem, że Hot-Shot od razu transformował się w samochód otworzył bagażnik. Patrik zamiast wsiąść do samochody, podbiegł do braciszka.
- Shon! Shon, powiedz coś! - wołał załamany.
- Jest nieprzytomny - mruknął JetFire, odrywając na chwilkę Patrika od Shona by włożyć go do samochodu, Patrik od razu wskoczył do niego i Hot-Shot ich pędem do szpitala.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Niskie obroty z dnia wypadku Shona spowodowały, że dzień później zjawiły się Decepticony, oczywiście obwiniali o to Autoboty, lecz, ku zaskoczeniu wszystkich w kopalni, nic im nie zrobiły! Więcej, pozwoliły JetFire’owi opuszczać kopalnię!
- Prawdziwy cud - mruknął SkaterShot, drapiąc się po głowie, nie mogąc uwierzyć w to co się wydarzyło.
JetFire uśmiechnął się pod nosem i spojrzał podświadomie w stronę miasta. Najprawdziwszy, SkaterShot - pomyślał.
Shon właśnie w tym momencie się budził. Lekarze mówili, że to prawdziwy cud, iż zdołał tak szybko dojść do siebie i już wkrótce mogli go wypisać, lecz pod warunkiem, że zostanie w łóżku. I Shon przeleżał w łóżku dwa dni, w których nie obeszło się bez wizyt… przyjaciół^^
Każdy z Autobotów w te dwa dni co pięć godzin podjeżdżał pod dom Shona i chociaż trąbił lub, jak w przypadku MegaLiona, ryczał. Jedynym Autobotem, który nie odwiedził chłopca był JetFire i z tego powodu Shon zawsze był przygnębiony, bo myślał, że JetFire go nie lubi, choć pozwolono mu wychodzić (dowiedział się tego od gadatliwego HS’a^^).
W dniu Gwiazdki zszedł na dół całkiem ubrany. Podbiegł do brata, zawołał “Wesołych Świąt!” i spytał szybko:
- Patrik, mogę dziś jechać z tobą?
Patrik spojrzał na braciszka ostro.
- Za to, że samowolnie jeździłeś sobie do kopalni, nawet nie racząc mi o tym powiedzieć, powinienem cię ukarać. Lecz… - westchnął - Widząc, jak Autoboty cię odwiedzają, każdy po kolei…
- Za wyjątkiem JetFire’a - mruknął Shon.
- Serio? Widziałem, jak on też wylatywał z kopalni - rzekł zamyślony Patrik, po chwili dodał - Mniejsza o to. Zakładaj buciki i wsiadaj do samochodu! Jedziemy do kopalni. A poza tym… - pochylił się nad główką Shona i pocałował go w sam czubek - Wesołych Świąt, maluchu. Cieszę się, że się w końcu odzywasz.
Shon nawet nie zauważył, kiedy dojechali do bram kopalni. Jak zwykle przy wjeździe siedziały dwa Autoboty, wyglądały dość ponuro. Jednak, jakby za sprawą jakiegoś czaru, na widok Shona od razu się rozpromieniły. Chłopiec od razu rozpoznał Hot-Shota i SkaterShota.
- Myślałem, że będzie JetFire - mruknął cicho Shon.
Patrik zerknął na brata, nie wiedząc czy on chciał to mu powiedzieć, czy mruczał raczej do siebie, więc milczał. Gdy tylko wysiedli, Shon od razu pobiegł stronę głównego placu, nie oglądając się za siebie, a Patrik podszedł do Clockera.
- Nie widziałeś dzisiaj JetFire’a? - spytał od razu.
Clocker wzruszył ramionami.
- Odkąd wstałem, to nie - odparł - Hot-Shot mówił, że znów gdzieś go wywiało i tyle o nim wiem.
Shon podbiegł do budynku, w którym zwykle siedział JetFire, lecz go tam nie było. Szukał go po wszystkich pomieszczeniach i nic! Wyszedł z budynku zrezygnowany. Już chciał wracać do brata, gdy usłyszał nad sobą:
- Co tam słychać, mały upierdliwcze.
Shon podskoczył na kilka centymetrów i spojrzał do góry wprost na twarz JetFire’a, uśmiechnął się na dźwięk wesołego tonu robota.
- Już ci lepiej? - spytał.
Zielony nie odpowiedział, tylko stanąl przed chłopcem i kucnął.
- Czy znów chciałeś przesiedzieć ze mną w pokoju,. Czy też w opuszczonej kopalni? - spytał - Powiem ci, że obie opcje odpadają, bo ja czuję się świetnie, jak widać z resztą, a opuszczona kopalnia została natychmiast zaplombowana. Zaraz po tym, jak cię stamtąd wyciągnęliśmy.
- Przepraszam - powiedział ponuro Shon.
JetFire od razu zaprotestował.
- Nie masz co przepraszać! -dodał - To moja wina, że tam wlazłeś, nie powinienem się na ciebie drzeć i… hm, ostatecznie okazałem się świnią.
Shon zrobił nie zrozumiałą minę, na co JetFire rzekł:
- Tylko świnie biją dzieci, pamiętasz?
- Taa, ale wiesz. Byłeś chory.
Zielony wzruszył ramionami. Shon zauważył, że robot cały czas trzymał lewą rękę za plecami.
- Co tam chowasz? - spytał podejrzliwie.
JetFire zrobił minę głupka.
- Ja, nic nie chowam.
- Chowasz, chowasz.
- Nie!
- To co masz w lewej ręce?
JetFire spojrzał za siebie.
- Ach, to! - zawołał, wyjmując lewą rękę do przodu - Może zobaczysz, co tam się zadekowało, znaczy schowało?
Shon podszedł do wielkiej dłoni robota i zaczął się z nią siłować. Pchał, ciągnął, nic z tego! JetFire chrząknął.
- Zapukaj - mruknął tonem osoby, która musi wyjaśniać coś prostego totalnemu głupkowi.
Shon uśmiechnął się zakłopotany i zapukał w wskazujący palec JetFire’a, po chwili dłoń zaczęła się powoli otwierać. Po chwili była już całkiem otwarta, a z jej środka wychynęła żółta główka z czarnym noskiem i czerwonym językiem.
- Piesek! - zawołał Shon, wtulając się w ciepłą mordkę zwierzaczka.
- Skoro ci się podoba? Jest twój - odparł robot.
- Serio, jest mój?
- A na co mi pies?! Nie umiem zajmować się zwierzakami, a zresztą nie chciałoby mi się - rzekł.
Shon zachichotał.
Okazało się, że nie tylko JetFire zrobił coś niezwykłego. Omnicony potajemnie z organizowały Gwiazdkę na terenie kopalni. Gdy to wszyscy zobaczyli, nie mogli w to uwierzyć, a zwłaszcza Autoboty. Shon, który wciąż obejmował w rączkach żółtego szczeniaczka, spojrzał na JetFire, który wyglądał jakby powstrzymywał się od śmiechu.
Wszyscy dobrze się bawili, niestety wszystko co dobre musiało się kiedyś skończyć. Lecz nim Patrik i Shon wyjechali, Kley podszedł do starszego Johnsa i wdał się w nim rozmowę. Shon, strasznie się nudząc, rozglądał się wokół siebie. Nagle zauważył JetFire'a, który wyglądał na wyprutego. Czyżby z nów zachorował? - pomyślał ze strachem, nie chciał by znów doszło do sytuacji, w której całe dnie przesiadywał na podłodze w pokoju robota, choć, jeśli byłoby to konieczne, uczyniłby tak. Szybko podszedł do JetFire'a i spytał ostro:
- A ty znów się użalasz nad sobą!
Autobor spojrzał na Shona i, ku jego zaskoczeniu, uśmiechnął się do niego!
- Może trochę, ale tak naprawdę, wcale nie myślałem o swoim pos... znaczy, chorym losem - powiedział.
- To o czym? - spytał Shon.
JF wzruszył ramionami.
- Myślałem o moim przyjacielu. Zginął wiele lat temu - rzekł ponuro, spojrzał w niebo i niespodziewanie dodał - Ciekawe gdzie on teraz, może być?
Shon spojrzał też do góry. Lubił z tatą oglądać gwiazdy.
- Nad nami - powiedział poważnie.
- Co? - JetFire spojrzał na chłopca nic nie rozumiejąc.
- Jest nad nami - powtórzył Shon - Tata zawsze mówił mi, że gdy ludzie umierają nie idą do nieba, tylko stają się gwiazdami. Ich dusze są nieśmiertelne, więc muszą gdzieś być.
- Twój tata był bardzo mądry - rzekł Autobot poważnie.
Shon kiwnął głową i spojrzał w "oczy" JetFire'a.
- Jasne, że był skoro wybrał na przyjaciela bardzo dzielnego robota - odparł i dodał z uśmiechem wstając - Dzięki, że mi ratowałeś życie teraz i rok temu.
Shon pobiegł do Patrika, który już wsiadał do samochodu i odjechali.
JetFire wciąż siedział w tym samym miejscu co był. Był w szoku! Jednak po chwili uśmiechnął się pod nosem, wstał i otrzepując się ze śniegu mruknął:
- No, teraz nie mam powodu by się dołować^^

ajanami 29/01/2010 15:48:00 [Powrót] Komentuj







>> Strona Główna <<

>> Licznik <<
23335




>> Księga 0 <<
Dodaj do Księgi
Ksiega Gości



Dodaj do Ulubionych

>> Ulubieni <<






21 - 24 - Optimus Prime
17 - 20 - WingSaber/JetFire
13 - 16 - HotShot
9 - 12 - ThunderBlast
5 - 8 - StarScream
0 - 4 - Megatron

>> Linki <<


Testy
Psychotest "Kim jesteś z TransFormerów?"


>> Archiwum <<

2012
Luty
2011
Grudzień
Luty
2010
Wrzesień
Styczeń


>> szablon by ajanami <<